Dostępne języki
Jeśli historia jest pisana przez zwycięzców, jednym z jej skutków jest to, że historia zwykle pamięta tylko zwycięzców. Zapytałem mojego syna, czy zna Ruperta Murdocha – oczywiście znał. Zapytany o jego domniemaną przeciwniczkę, Brendę Dean, jego twarz się zmieniła na niewyraźną, a nawet Arthur Scargill (kiedyś ochrzczony mianem Króla Artura i dziesięciokrotnie gościł w Question Time) był mu obcy. Ta krótka sztuka wiele wyjaśnia, dlaczego tak jest.
Zaczynamy od Dirty Digger (™Private Eye) knującego plan wykolejenia gravy train Fleet Street, opierającego się na długoletnich praktykach restrykcyjnych przemysłu prasowego, które zapewniały wysokie wynagrodzenia i wysokie zyski (nie wspominając o wysokich kosztach wejścia dla konkurencji i zamkniętym sklepie dla związków zawodowych) na obopólną korzyść. Raz po raz, jedna lub druga strona sprawdzały swoje siły, ale drukarze wykonywali ciężką pracę dobrze (za równowartość pensji 200 tys. funtów we współczesnych pieniądzach na 16-godzinny tydzień pracy, więc…) podczas gdy Murdoch miał swoje krowy dojone w The Sun i The News of the World oraz prestiżowe gazety w The Times i Sunday Times. Nie było całkiem przytulnie, ale wystarczająco komfortowo dla obu stron konfliktu między pracownikami a właścicielami.
Australijski magnat zarażony był chciwością i pragnieniem władzy, które napędzają wszystkich takich ludzi, i chciał więcej - a będąc zarówno bezwzględnie amoralnym, jak i instynktownie przebiegłym, wiedział, jak to osiągnąć. Fleet Street, z jej archaicznymi gorącymi prasami i torturowym torem przeszkód między dziennikarzem a gazetą, miała być zniszczona, a jego bronią był wybór technologii.
Trzy mile na wschód od hałasu trzaskających maszyn i zapachu tuszu, w Wapping, na nieużytkach stanęły ogromne metalowe hale, w których nie było gorącego metalu, tylko ciche komputery i najnowocześniejsza prasa. Słowa były pisane na jednym komputerze i drukowane przez inny. Żadnych ludzi, żadnych pensji, żadnych problemów.
Cóż, nie do końca.

Brenda Dean, pierwsza wybrana w kraju kobieca liderka związkowa - zaledwie sześć lat po tym, jak kobieta została wybrana faktycznym premierem - odpowiedziała ostatnimi kawałkami zorganizowanego oporu pracy przed nieskrępowaną wolnością kapitału. Nie zdawała sobie sprawy, że związki zostały nieodwołalnie złamane zaledwie 12 miesięcy wcześniej, na końcu strajku górników w latach 1984-85. Jego konwulsje wkrótce stałyby się równie martwe, jak norweski niebieski Monty Pythona dekadę wcześniej.
Ten centralny konflikt ma skalę i wagę szekspirowskiej tragedii, więc to nieco zaskakująca decyzja autorów, Roberta Khana i Toma Salinsky’ego, aby składać historię w niecałe 90 minut, szczególnie że pokazali, jak bardzo są doświadczeni w tego typu materiałach w znakomitym The Gang of Three w zeszłym roku.
To poczucie pośpiechu potęguje niekomfortowa ilość ciężkiej ekspozycji, prawdopodobnie nieunikniona, ale ta konieczność wymagała, by postacie prowadziły rozmowy, które brzmiały bardziej jak fragmenty z okładki popularnej książki historycznej niż słowa, które nawet te osoby powiedziałyby. Sztuka lepiej działa jako ilustracja świata jednocześnie zapomnianego, ale wciąż brzmiącego echem w czasie, niż jako dramat.
To nie wina obsady. Claudia Jolly nadaje pannie Dean północnego akcentu, unikając przy tym przejaskrawienia. Choć ostra, jest niedoświadczona i stoi w obliczu wrogów wewnątrz ruchu (zamęt skrótów dla związków reprezentujących różne zawody lub nawet frakcje w ramach tych samych zawodów, ożywi wspomnienia), jak również na zewnątrz. Potentaci medialni byli tuż przed tym, gdy stawali się naprawdę globalni i wchodzili do telewizji, gdzie te stare lokalne wrogości byłyby małymi piwem naprawdę.
Chociaż Alan Cox jako Murdoch jest przeciwnikiem przed nią, dogadują się dość dobrze, typy osobowości menedżerów i przedstawicieli związków zawodowych często się uzupełniają, co mogę potwierdzić osobiście. Nawet samo-stwloryzowanie Australijczyka i jego czysta bezczelność w kreowaniu siebie na miliardera outsidera (brzmi znajomo?) urokowiują również publiczność. W tle, często interweniująca jako doradca pani Dean Georgia Landers, jest prawdziwym przeciwnikiem, antyzwiązkowe przepisy pani Thatcher i quasi-paramilitarna koncepcja policji, wypróbowana i przetestowana w Orgreave i inę, które je wymuszają.
Jest miejsce na kilka ról dla Alasdaira Harveya, Jonathana Jaynesa i Russella Bentleya jako różnych ludzi Murdocha i liderów związkowych, ale ich postacie są ledwo rozwinięte. Jednak, chciałbym mimo wszystko powiedzieć, że było odświeżające zobaczyć Kelvina MacKenzie'ego ukazanego jako coś trochę bardziej ludzkiego niż jego zwyczajowy potworny złoczyńca pantomimy - ale nie mogę.
Nie da się ukryć faktu, że Dean i jej członkowie zostali rozegrani (jak to ujmuje sztuka) w rozciągniętym sporze, który trwał ponad rok i doprowadził do zmian praktycznie nieuniknionych i, w ciągu dekady lub dłużej, nieodwracalnie się rozwijających, gdy internet zadał cios w media papierowe i tuszowe. Walczyła, jak wielu z lewicy w moim życiu, bitwę poprzedniego pokolenia poprzednimi pokoleniami broni i według poprzednich pokoleniach zasad. Kapitalizm, jego entuzjastyczne przyjęcie nowości zabezpieczające środki produkcji i gwarantujące rozpowszechnianie preferowanej narracji, wygrał wtedy, tak jak teraz.
Ale to mroźne uświadomienie nie jest powodem, dla którego moje (przyznaję się) wysokie oczekiwania nie zostały spełnione. Kluczowy problem dla takich produkcji nie został właściwie rozwiązany - potrzeba zbudowania napięcia w środowisku, w którym znamy rezultat ostatniego aktu. Pomimo całej technicznej umiejętności na scenie, często cierpkich zgrywaniach i okazjonalnym dowcipnym komentarzu dla publiczności z 2026 roku z oczami pełnymi retrospekcji, dramat, w przeciwieństwie do ciężarówek TNT wyjeżdżających z Wapping obok protestujących i do centrum dystrybucji w nocy, nigdy naprawdę nie nabiera rozpędu.
In The Print w King’s Head Theatre do 3 maja
Zdjęcia: Charlie Flint