Dostępne języki
![]()
W modernistycznym klasyku Ingmar Bergman z 1966 roku, Persona, aktorka o imieniu Elisabeth doświadcza załamania w trakcie występu, zapada w milczenie i nawiązuje dziwny, współzależny związek ze swoją pielęgniarką, Almą. Powstało wiele interpretacji filmu i jego psychologicznych odczytań, lecz australijski reżyser i dramaturg Benedict Andrews proponuje nowe podejście – zadaje pytanie, dlaczego właśnie podczas spektaklu Sofoklesa Electra dochodzi do załamania Elisabet.
Ważnym elementem produkcji Andrewsa jest to, że gwiazdy spektaklu, Cate Blanchett i Nina Hoss, przed każdym przedstawieniem rzucają monetą, aby zdecydować, która z nich zagra Electrę, a która Klytaimestrę (podczas wieczoru prasowego Blanchett jest Klytaimestrą, a Hoss jej mścicielską córką). W drugiej części – właściwie bez przerwy – Electra przemienia się w Elisabeth, a odtwórczyni Klytaimestry staje się Almą.
To dalekie od sztuczki. Od razu dostajemy poczucie, że role tych aktorek nie są stałe, lecz przepuszczalne i przenikają się nawzajem. Nasze początkowe wrażenia dotyczące wersji Electry i Klytaimestry są typowo sofoklesowskie – zimna, bezduszna matka oraz córka pełna gniewu wobec rodzinnej choroby – lecz wiemy też, że nie jest to niezmienne, a w tekście czai się alternatywna wersja tego matczyno-córkowego związku.
Hoss i Blanchett zaczynają w czarnych kreacjach, lecz następnie otwierają worki pełne kostiumów (projekt Merle Hensel) znalezionych w rodzinnym składzie – wojskowa kurtka Agamemnona, futra Klytaimestry, dres Orestesa. Granice rzeczywistości zacierają się, gdy zaczynają odgrywać sceny z historii swojej rodziny (wspiera je Ella Lily Hyland jako młodsza siostra Chrysothemis), jakby wyjście poza samych siebie miało pomóc bohaterkom przetworzyć żal. Efektem nie jest jednak klarowność, lecz zamieszanie tożsamości i incestuozalne podtony.
Oznacza to, że po dotarciu do Persona dręczy nas myśl o utracie poczucia siebie przez bohaterów. Wersja Almy w wykonaniu Blanchett akcentuje jej niewinność, a jej optymistyczne przekonanie o uzdrawiającej mocy sztuki wydaje się naiwnie beznadziejne, zwłaszcza w obecności kobiety, której poświęcenie dla teatru doprowadziło do załamania. (Czy Elisabeth grała w pierwszej połowie Electrę, którą właśnie widzieliśmy? Andrews zostawia tę możliwość otwartą.)
Później pojawia się warstwa sztuczności i nieszczerości w zachowaniu zarówno Almy, jak i Elisabeth, jakby każda z nich była nieustannie świadoma drugiej – Alma ze swoimi monologami, w których szczegółowo opisuje swoje seksualne doświadczenia i obsesję na punkcie Elisabeth, oraz Elisabeth z ironicznymi mikrowyrazami twarzy, wyświetlanymi na scenie za pomocą kamery ręcznej.
Ukazuje to, że wyznanie – ujawnienie jakiegoś aspektu siebie – wiąże się z podatnością na zranienie, podobnie jak bycie słuchaczem takiego wyznania. Występy są praktyką katartyczną dla aktorów i widzów, ale nie zawsze jest to doświadczenie pozytywne.
Andrews nie zawsze ma pełne zaufanie do swojej wizji. Powierzchowne aluzje do zmęczenia wiadomościami w mediach społecznościowych oraz kryzysu klimatycznego brakują subtelności i wydają się sprzeczne z introspektywnym egocentryzmem bohaterów. Wspomniane użycie kamery na scenie spełnia swój tematyczny cel i pozwala ukazać kunszt gry aktorskiej, lecz często wpada w autoprezentacyjne maniery Jamie'go Lloyda lub naśladuje pamiętne ujęcia z filmu Bergmana, nie rozwijając ich dalej.
Jednak te zastrzeżenia mają znaczenie tylko wtedy, gdy odciągają uwagę od występów Blanchett i Hoss. Aktorki wcześniej zagrały jako skomplikowane małżeństwo w filmie Tar, a ich chemia bywa erotyczna, matczyna i wroga. Gdy życie i psychiki Almy i Elisabet splatają się w coraz bardziej niekomfortowy sposób, Blanchett i Hoss nadążają za tym, fizycznie stapiając się ze sobą, pasożytniczo przejmując zachowania od siebie nawzajem oraz swoich postaci z pierwszej części.
Zarówno Electra, jak i Persona w reżyserii Andrewsa mogłyby samodzielnie funkcjonować jako pomysłowe interpretacje klasycznych tekstów, nagradzające widzów znających oryginały. Jednak prawdziwą siłą produkcji są wysmakowane paralele, które tworzą nową całość, wzbogacając i uzupełniając dzieła zarówno Sofoklesa, jak i Bergmana.
Electra/Persona gra na scenie The National Theatre do 10 października
Zdjęcia: Monika Rittershaus