Dostępne języki
Kenneth Branagh powrócił do Stratford-upon-Avon, aby stanąć na deskach Royal Shakespeare Theatre, gdzie ostatni raz widzieliśmy go 33 lata temu jako Księcia Danii w reżyserii Adriana Noble'a. Tym razem Branagh wciela się w postać Prospera w ostatnim dziele Szekspira, w reżyserii Richarda Eyre'a. Ticks it off his Shakespearean to-do list, a my oglądamy kolejny projekt, w którym aktor-reżyser-scenarzysta-producent wyróżnia się jak sore thumb. Eyre ma trudności z utrzymaniem Branagha pod kontrolą.
Efekt jest taki, że Branagh gra siebie samego. Jego Prospero to fałszywy obraz, mały człowiek oparty na niezgodności wykonania anachronicznego. Aktorstwo wspierające tworzy spójną całość, ale Branagh jest zbyt dramatyczny i egzaltowany, by się wkomponować. Mówiąc to, Eyre przedstawia absolutnie czarującą interpretację Burzy. Wykorzystuje magiczną stronę tego dzieła, jak również jego wrodzony imperializm, ale jego wizja traci na wyszukaniu gdzieś między stroną a sceną przez nieudolne wybory i zbyt dydaktyczną dramaturgię. To rozczarowujące.
w Burzy
Przestrzeń jest otoczona nagim łukiem proscenium RST. Wysunięta do przodu, scena gościnna posiada okrągłą platformę. Pojedynczy statyw muzyczny i stołek znajdują się na pierwszym planie; duży niebieski płaszcz z ezoterycznymi symbolami zwisa z drugiego. Branagh prowadzi swoją ludzką symfonię cienką batutą, tkwiąc pomiędzy czarodziejem a maestro. Grzmi, a brat uzurpatora Prospera, Antonio, z załogą ulega katastrofie. Od tego momentu Eyre stara się utrzymać bajkową narrację: Ariel (Amara Okereke) unosi się, delikatny i eteryczny, nad sceną, podczas gdy Prospero tworzy swoje iluzje i manipuluje fabułą. Niski grzmot sygnalizuje jego nadużywanie magii.
Brzmi to wszystko bardzo inteligentnie i imponująco tutaj, ale Branagh wpada w irracjonalne histerie i grandiloquentne deklamacje, podczas gdy jego 'comb-over' stara się dotrzymać tempa. Jest sztywny i często zbyt konfrontacyjny. Prawie jakby był zbyt zajęty, by unikać wyglądania na głupka, żeby dać z siebie wszystko. Mówiąc wprost, nigdy nie zapominasz, że oglądasz Kennetha Branagha. Jego praca jest pochodna, a on sam nie jest wystarczająco impozycyjny, by emanować jakąkolwiek formą groźby. Jak zwykle, przywołuje Oliviera w swoim zachowaniu, ale tamte dni są już dawno minione.
oraz Henry Pettigrew w Burzy
Pomimo tego, co się dzieje z protagonistą, jest kilka elementów do pochwały. Ruby Stokes jest niezwykłą Mirandą. Dziecinna i młoda, nie jest zepsuta przez społeczne oczekiwania i naiwna w swoich emocjach. Zachwyca się widokiem mężczyzn i z miłością drażni swojego ojca (Prospero stara się odwzajemniać, ale Branagh nie pozwala sobie na luz). Keir Charles i Guy Henry czynią z tej sztuki swoją własną dwugłosową opowieść jako Trinculo i Stephano. Wkraczają jako komiczna ulga w sytuacji, która niekoniecznie wymaga ulgi od napięcia.
Scenografia Boba Crowleya łączy projekt wideo (Akhila Krishnan) z fizycznymi tłem, odzwierciedlając piękną paletę kolorów w kostiumach Fotini Dimou. Projekcje otaczają wyspę seascapes w stylu Turnera lub manifestują halucynacje Prospera, podczas gdy inne scenerie przesuwają aktorów po krajobrazie. Jest jedna, która jednak wyraźnie odstaje. Tło lasu, namalowane soczystymi i żywymi zieleniami, wygląda jak z pokazu na statku wycieczkowym, podczas gdy reszta wizualizacji jest obiektywnie bardziej wyrafinowana.
Podsumowując, ta produkcja to mieszanka i nie jest naprawdę warta podróży do Stratfordu, chyba że jesteś wielkim fanem Branagha. Cała koncepcja dyrygenta znika na zbyt długi czas, ponownie wracając dopiero na samym końcu, gdy Prospero decyduje się opuścić wyspę. Czary łamią się, nasze przekonanie przestaje być w zawieszeniu, Ariel i Kaliban są uwolnieni z niewoli czarodzieja. Wszyscy możemy żyć szczęśliwie, dwa godziny i dziesięć minut starsi, a z mnóstwem więcej pytań, niż mieliśmy przychodząc.
Burza gra w Royal Shakespeare Theatre w Stratford-upon-Avon do 20 czerwca.
Fotografia autorstwa Johana Perssona