Dostępne języki
Współczesna rodzina budzi się w greckim micie i nie potrafi znaleźć wyjścia ze swojego piekielnego przeznaczenia.
Scenarzysta i reżyser Simon Stone współpracuje z tym samym zespołem twórczym, który ożywił „fantastycznie oryginalną, wciągającą i wspaniałą” (The Guardian) The Lady from the Sea; scenografią zająła się Lizzie Clachan, kostiumy zaprojektowała Mel Page, muzykę skomponował Stefan Gregory, oświetleniem zajął się Nick Schlieper, a castingiem Jessica Ronane CDG.
Co sądzą krytycy?
The Oresteia grana jest w Bridge Theatre do 19 września
Zdjęcia: Johan Persson
Alexander Cohen, BroadwayWorld: Choć zgrabnie ubrana w współczesne stroje, podstawowa dynamika nie do końca się przekłada. Grecka tragedia wymaga, by zabójstwo było jednocześnie moralnie zrozumiałe i bezwzględne. Isabelle odbiera sobie życie, zamiast zostać poświęconą przez Christophera, a następujący po tym cykl zemsty nigdy nie osiąga potrzebnej wagi. Po męczących trzech i pół godzinie na scenie niewiele pozostaje moralnego sensu, jedynie krwawa jatka.
Tim Bano, The Standard: Trzy i pół godziny mija szybko, zwieńczone przewrotem w epilogu: nagle Stone przypomina nam, że cała ta soczysta przemoc, którą oglądamy jak widowisko – zakrwawione odciski dłoni na nienaruszonym szkle, noże wsuwane w trzewia – to zamiennik scen okrucieństwa rozgrywających się w wielu strefach wojennych świata. Ta visceralna emocja przechodzi w mdły cios poniżej pasa. Dom Middletonów staje się metaforą każdej rasy uwięzionej w cyklu przemocy odwetu. Bez boga z maszyny tutaj. To wszystko zbyt bolesne w swej ludzkiej naturze, przypomnienie, że to my siejemy tę przemoc i sami ją zbieramy.
Sarah Crompton, WhatsOnStage: Styl pisania Stone’a jest w pełni przekonujący aż do ostatniego aktu, który upycha zbyt wiele; nie jest tak rygorystyczny jak poprzednie. Alice jest szczególnie źle potraktowana; to wyrzutka, społecznie niezręczna, nigdy do końca niepewna swojego miejsca w historii, co marnuje cudowny komiczny timing i zdolność Sheehy do cierpienia. Jednak jego reżyseria jest nienaganna, stale podkręca napięcie, dając jednocześnie postaciom przestrzeń do oddychania. Montie ma cudowny moment, gdzie, wyrwana ze swojego amerykańskiego domu, marzy o powrocie za morze. Parker chwyta to z transową delikatnością, budząc sympatię dla postaci, która zwykle jej nie wywołuje. Morrissey również odnajduje smutek pod zadziorną zewnętrznością Chrisa, sugerując jego melancholię lekkim pochylaniem ramion i uniesieniem głowy.
Olivia Rook, London Theatre: Obsada jest niesamowicie silna. Morrissey i Parker mają ponurą chemię, pokazując jak wina może skwaśnieć i zniszczyć związek. Ona staje się mściwa w swoim żalu, czerpiąc chłodną przyjemność z morderstwa Christophera i ogłaszając się „aniołem zemsty”, podczas gdy Macmillan – jako jej wspólnik i drugi mąż Jerome – jest całkowicie złamany poczuciem winy i przyjmuje śmierć z otwartymi ramionami. Sheehy jest niezwykle oglądalna jako szybko mówiąca, społecznie nieporadna Alice, a Glynn-Carney dostarcza przejmujący występ jako człowiek złamany własnym umysłem, przywołując wspomnienia jego niedawnej roli w All My Sons Ivo Van Hove’a – kolejnej sztuce o ukrytym rodzinnym poczuciu winy.
Andrzej Lukowski, TimeOut: Postacie Stone'a są na ogół przyjemne w odbiorze. Jeszcze bardziej docenisz występ Sheehy, jeśli widziałeś ją w czymkolwiek innym i jesteś w stanie docenić, jak bardzo jej uroczo niezręczna, dobrze sytuowana Alice różni się od innych ról tej walijskiej aktorki. Ale i tak jest zachwycająca, żywym koktajlem przywileju i kompleksu niższości. Amerykańska gwiazda Parker balansuje na granicy pantomimowego złoczyńcy, ale jest w tym świetna; z kilkoma cudownie przerysowanymi monologami. Są też świetne postacie drugoplanowe, zwłaszcza Rakhee Thakrar jako parodystycznie nieskazitelna nowa dziewczyna Christophera, Chandra.
Alice Saville, The Independent: Sceny Stone'a są gęsto napisane i dezorientujące, co zmusza widzów do walki o zrozumienie więzów w dużej, kłócącej się rodzinie na scenie. Nikt nie zachowuje się tak, jak by się tego spodziewano: są kazirodcze pieszczoty i niepokojące okrucieństwa. Język tej bogatej rodziny to przemoc psychologiczna, długo przed pierwszymi fizycznymi ciosami. Gdy nieunikniona krew zaczyna się wylewać, mistrzowska scenografia Lizzie Clachan przejmuje inicjatywę. Ten precyzyjnie wyobrażony sześcian mieści cały dom na dwóch piętrach. W podniosłych momentach obraca się powoli, pozwalając nam dostrzec morderstwa z nożami w dłoniach albo czerwone od krwi ofiary, które biegną przez ten idealny świat lalkowego domu, napełniając go grozą.
Dave Fargnoli, The Stage: Scenografka Lizzie Clachan stworzyła złowieszczy, wielopiętrowy scenografię, która zamyka postacie w sześcianie betonu i szkła. To rodzaj brutalistycznego ludzkiego zoo, gdzie obserwujemy spiralę śmierci rodziny przez ogromne okna i przesuwane drzwi, stwarzając dystans do akcji i zmuszając aktorów do noszenia mikrofonów. Przynajmniej w noc prasową efekt był wyraźnie stłumiony i echo sprawiało, że niektóre kwestie aktorów traciły głębię i fakturę. Oddanie realistycznych rytmów rozmowy przez Stone'a prowadzi do ciągłych nakładających się dialogów i przerywających się kłótni, które dodatkowo zaciemniają jego tekst.

Średnia ocena: 80,0%