Dostępne języki
DEATH NOTE: THE MUSICAL powraca do Londynu, debiutując w Barbican Theatre podczas ściśle ograniczonego, sześciotygodniowego sezonu w lipcu. Obsada jest prowadzona przez Xandera Panga i Colina Ryana, z Stefanią Zaharis w roli Misy Amane, Telly Leungiem jako Ryukiem, Grace Mouat jako Rem, Paolo Montalban jako Soichiro Yagami, Chloe Saracco jako Jerasu oraz Elsie Buckley jako Sayu.
Światowy fenomen DEATH NOTE: THE MUSICAL, oparty na światowym bestselerze mangi stworzonej przez pisarza Tsugumi Ohbę i ilustratora Takeshiego Obatę, powraca tego lata do Barbican Theatre w nowo przemyślanej wersji musicalu, obejmującej zmieniony scenariusz i nowe utwory obok oryginalnego, uznanego do dziś przez krytyków, muzycznego motywu autorstwa Franka Wildhorna, z tekstami Jacka Murphy'ego oraz librettem Ivana Menchella. Po dziesięciu latach wyprzedanych produkcji w Azji oraz rekordowych koncertach w London Palladium, ta długo oczekiwana, odświeżona wersja otworzy się 30 lipca na sześć tygodni sezonu. Zobacz, co mówią krytycy...
Andrew Pulver, The Guardian: Na szczęście całe przedstawienie zaczyna się mocno, z oświetloną sceną otwierającą, która łączy znakomite, atlentyczne ruchy taneczne (wykonane przez wspierający zespół, który jest doskonały przez cały czas) i debatę w klasie na temat etyki sprawiedliwości, i tak już idzie w górę – z pomysłowymi scenografiami optycznymi, efektownymi projekcjami na tle i zabawnymi elementami przesuwanymi na scenie. Miłośnicy Death Note mogą nie do końca zgadzać się ze zmianami, ale rzuciłbym wyzwanie każdemu, by nie dobrze się bawił przy tym.
Gary Naylor, The Arts Desk: Pomimo wielu wad, Death Note jest niezwykle wciągające, zwłaszcza dla młodszej widowni, która zobaczy na scenie niskopoziomowe nastoletnie neurozy i, podobnie jak w Dear Evan Hansen, zyska cudowne poczucie zrozumienia, że nie są sami. Aby być uczciwym, nie różni się to wiele od odczucia, które mamy my, starsi widzowie, oglądając Czechowa lub Ibsena, więc dlaczego nie?
Musical Theatre Review, Musical Theatre Review: Niezależnie od tego, czy fani oryginalnego Death Note zaakceptują niektóre cięcia i zmiany w celu dopasowania opowieści do dwuczęściowej formy musicalu, nie da się zaprzeczyć, że efekt końcowy to napięta, wciągająca opowieść, dostępna dla każdego, kto nie zna źródłowego materiału. Wykorzystując scenę Barbican Theatre w pełni, jest to musical, który zasługuje na ten rozgłos.
Olivia Rook, London Theatre: Telly Leung z Broadwayu daje odrobinę campowego rozluźnienia jako figlarny bogini śmierci Ryuk, który bawi się ludźmi dla własnej rozrywki i połyka jabłka w błyskawicznym tempie. Jego kostium i makijaż są zdecydowanie mniej przerażające niż podczas wersji koncertowej w London Palladium w 2023 roku (która wierniej oddawała mangę), choć odsłonięty, czarny wzór żeber Nakahary jest pomysłowy. Grace Mouat, jako duch śmierci Rem (biała kontrpostać Ryuka), przepełnia serce w balladzie „When Love Comes”, gdy poświęca się dla człowieka.
Theatre & Tonic, Theatre & Tonic: To zachwycająca adaptacja Death Note, która zapisze się w annałach historii. Ten krótki, sześciotygodniowy sezon w Barbican to pierwszy, miejmy nadzieję, z wielu wznowień tego widowiska. Death Note to triumf, ekscytacja i czysta dawka adrenaliny od początku do końca. Jeśli lubisz wybitną obsadę, fenomenalną adaptację, genialne dekoracje i niesamowity wieczór, to jest to idealny spektakl na lato dla Ciebie.
Kate Maltby, The Times: Wokalnie wszyscy prezentują się dobrze przy rock-operowym score Franka Wildhorna, ale przełomowy występ należy do Grace Mouat jako Rem, rywalki shinigami nadzorującej obiekt miłości Lighta. Jej potężna ballada „When Love Comes” budzi dreszcze, gdy Rem zdaje sobie sprawę, że musi wkroczyć, nawet kosztem własnej nieśmiertelności. Wcześniej bogowie jednoczą się w jednym z najbardziej pamiętnych numerów, „They’re Only Human”. Rem, lodowa bogini w bieli, nie zdoła utrzymać tej chłodnej postawy wobec śmiertelników, ale Ryuk, pięknie ucharakteryzowany przez Sachiko Nakaharę w czarnej skórze i odsłoniętych kościach, pozostaje pysznie zdystansowany.
Mica Blackwell, BroadwayWorld.com: Gdybym miał opisać to Death Note jednym słowem, byłoby to: ambitne. Reżyseria Stephena Whitsona traktuje faustowski i często absurdalny materiał z dramatem i campem na poziomie Szekspira, które tylko scena tak obszerna jak Barbican może pomieścić. Jednak czasem wydaje się to ambicją przesadzoną. Libretto Ivana Menchella niesie fascynujące pomysły dotyczące moralnej dwuznaczności wigilantyzmu i śmiertelności, ale adaptacja 12-tomowej mangi na dwie i pół godziny pozostawia je niedostatecznie zgłębione.
Katelyn Mensah, Radio Times: W każdej piosence i scenie jesteś pochłonięty historią, chcesz wiedzieć, co się dalej wydarzy i jak każda postać znajdzie wyjście z opresji. Łatwo zbagatelizować historię jako pełną fantastycznego szaleństwa, ale praktycznie niemożliwe jest, by się nią nie zafascynować. Nie boję się przyznać, że Death Note: The Musical to najlepsze przedstawienie, jakie widziałam w ciągu ostatniej dekady.
Tom Wicker, The Stage: To przyjemność widzieć, jak manga tak dobrze przekłada się na scenę. Łatwo byłoby porównać to z niedawnym sukcesem adaptacji My Neighbour Totoro przez Royal Shakespeare Company, ale to zupełnie inna bestia. Produkcja Whitsona kwitnie dzięki noir-owskiej intensywności, odzwierciedlonej w ogromnych panoramach miasta projektu wideo Akhili Krishnan, widzianych przez – i oprawionych – ostrym brutalizmem ogromnej, dwupoziomowej scenografii Jona Bausora. Wszystko zdaje się górować nad postaciami.
Mary Pollard, Everything Theatre: Musical kondensuje serię do przedstawienia trwającego 2 godziny i 20 minut, które oferuje wiele. Jest niezwykle dopracowany, z utalentowaną obsadą i potężnymi głosami. Pang i Ryan dają mocne kreacje, podczas gdy Stephanie Zaharis jako Misa Amane to mała dynamitowa rakieta, kradnąca scenę.
Tim Robey, The Telegraph: Trudno byłoby poświęcić tej muzyce cokolwiek innego niż kosz: serwuje wsad po wsadzie niesegregowanego rock-operowego bełkotu, z prymitywnymi tekstami i zbyt wieloma piosenkami biegającymi w kółko, które nie prowadzą do niczego w fabule. Nie mogę współczuć autorom, ale z pewnością współczuję muzycznie utalentowanym wykonawcom zaangażowanym w tę otchłań.

Średnia ocena: 75,5%