Dostępne języki
![]()
Początkowo Relikty wydają się być wyjęte z klasycznej, martwej brytyjskiej komedii sitcomowej. Nasi bohaterowie – czworo rodzeństwa dzielącego rzeczy po niedawno zmarłej matce – przeżywają jedną z najbardziej bolesnych chwil w życiu, ale ich rozmowa krąży wokół szczegółów w dokumentach planowania i problemów z parkowaniem. Można niemal usłyszeć ścieżkę dźwiękową z życiem w tle.
Lecz logistyczne zmartwienia rodzeństwa mają się wkrótce zmienić – okazuje się, że ich dziadek, odznaczony weteran II wojny światowej, był w posiadaniu zaginionego obrazu Pisarro, skradzionego Żydowskiej rodzinie przez nazistów.
Obowiązkowa najstarsza córka Olivia (Sally Phillips, aktorka zaskakująco dobrze wystawiona na rolę) jest stanowczo przeciwną zyskiwaniu z nieuczciwie odziedziczonego spadku, podczas gdy zbuntowany brat Jonny (JJ Feild) już podjął kroki, aby wycenić obraz u podejrzanego licytatora. Tymczasem dwójka młodszych rodzeństwa, Rob (Sam Swainsbury), usiłujący być zadowolonym ojcem autystycznego syna, oraz dowcipkująca nauczycielka Michelle (Charly Clive), pozostają skonfliktowani.
Ta koncepcja stwarza wiele urodzajnego gruntu dla pisarza Bena Ockrenta, by zbadać, w jaki sposób zmaganie się z dziedzictwem rodzinnym pozwala ranom z dzieciństwa ujawnić się w dorosłości. W obsadzie nie ma słabych ogniw, które wyciskają psychologiczną złożoność ze swoich postaci, nawet gdy scenariusz się rwie, a Michael Longhurst reżyseruje z elegancją, podkreślając zmieniające się linie podziału i pojawiające się frakcje wewnątrz kwartetu.
Ale Relikty cierpią na prostotę swojego moralnego dylematu. Olivia wydaje się jednoznacznie po stronie słuszności, co do postępowania z obrazem, poświęciła większość swojego życia na opiekę nad umierającą matką i nie wydaje się, by zrobiła coś, co zasługiwałoby na gniew rodzeństwa; tymczasem żadne z pozostałych trzech nie przedstawia szczególnie przekonującego argumentu na rzecz sprzedaży obrazu poza nagą chciwością (rodzina ukazana jest jako w dużej mierze średnia klasowa). Dziwnie, w połowie drugiego aktu nikt nie wspomina o opcji przekazania obrazu do muzeum.
Elementy komiczne wydają się zatem balsamem na historię, która nie działa. Zabawne sytuacje – ta obsada potrafi wycisnąć komedię fizyczną z wszystkiego, od fałszywie brzmiącego fortepianu po łóżko szpitalne – wydają się płytkie, ale niezbędne, kiedy 'poważny' dialog zniża się do poziomu debaty na lekcji filozofii w szkole średniej. Ockrent ma tendencję do maskowania słabości w fabule swoim bardziej prowokacyjnym humorem, w tym łatwym i źle pomyślanym żartem porównującym jedzenie kiełbasek do nazizmu.
Na początku monolog Michelle o typowych zachowaniach najstarszego, średniego i najmłodszego rodzeństwa kładzie fundamenty pod dramat rodzinny o większej głębi, z tragicznym (lub przynajmniej tragikomicznym) zakończeniem. Ale kiedy to następuje, ekstremalne emocje wydają się nie na miejscu, częściowo dlatego, że nie wiemy wystarczająco dużo o tym, kim były te rodzeństwa przed śmiercią matki. Zamiast tego zbyt dużo czasu poświęcono na nieprzemyślane etyczne rozważania o dylemacie, który brakuje niuansów, które pisarz wyraźnie pragnie, aby miało.
Podstawowa historia mogłaby być porywająca, gdyby Olivia była choć trochę mniej nieprzyjemna, lub gdyby stawka finansowa dla reszty rodzeństwa była wysoka od samego początku – odkrywamy zbyt późno w grze pewne kluczowe szczegóły o tym, jak dramatyczna jest sytuacja Roba. W obecnym kształcie ta wersja Reliktów potrzebuje znacznego przepisania.
Relikty grają w Lyric Hammersmith do 18 lipca
Źródło zdjęć: Marc Brenner