Dostępne języki
![]()
Kenneth Branagh triumfuje jako Lopachin od pucybuta do milionera w świeżej adaptacji Laury Wade Antona Czechowa Czereśniowego sadu. W ramach gwiazdorskiej obsady Royal Shakespeare Company, w której są także Helen Hunt i Bill Pullman, daje wielowymiarowy portret syna chłopa pańszczyźnianego, który ostatecznie zdobywa to, czego chce – ale za wysoką cenę.
Zrozpaczony Lopachin w wykonaniu Branagha wścieka się na swoje traktowanie jako członka niższej klasy społecznej, który próbuje zaprezentować swoje ciężko zdobyte zdolności biznesowe. Nikt go nie słucha ani nie traktuje poważnie. Dziś byłby postacią à la Danny Dyer, nowobogackim wyśmiewanym za potwornego Hummera, złotego iPhone’a oraz karnet za 5 000 funtów do luksusowej siłowni.
Zdjęcie: Johan Persson
Branagh przyjmuje swój rodzimy północnoirlandzki akcent do roli. Ku zdziwieniu, działa to znakomicie. Cała sprawa z różnymi akcentami – służąca Dunyasha grana przez Amber Gadd także mówi z irlandzkim brog, podczas gdy Hunt i Pullman trzymają się amerykańskiej wymowy – jest na początku trochę dezorientująca, ale z czasem się do niej przyzwyczajamy. Akcent jest tu w Wielkiej Brytanii tak silnym wyznacznikiem klasy społecznej, gdzie przywykliśmy do tego, że zamożni mówią z akcentem RP (Received Pronunciation), a biedni posługują się londyńskim slangu cockney.
Chociaż Branagh robi ogromne wrażenie, jest wciąż częścią spójnego zespołu aktorskiego (co RSC zawsze dobrze organizuje) na kameralnej scenie Swan Theatre w Stratford-upon-Avon. Sala liczy tylko 450 miejsc i posiada scenę thrust, dzięki czemu jesteśmy blisko aktorów i wierzymy, że naprawdę znajdujemy się we wnętrzu rozpadającego się domu Madame Ranevskiej, której ukochany czereśniowy sad jest wystawiony na licytację, aby spłacić długi.
Decyzja Wade i reżyserki Tamary Harvey – które współpracowały wcześniej przy The Constant Wife (RSC) oraz Home, I’m Darling (National Theatre) – podkreślenia komediowych elementów sztuki jest odważna. Trzeba uczciwie przyznać, że Czechow opisywał swoje sztuki jako komedie, ale teraz, gdy zdajemy sobie sprawę z ciężaru historii zawartej w jego dziełach, bardziej skupiamy się na tragedii.
Żywe żarty i farsowe momenty są rozrywkowe w tej pełnej energii i dobrze wyreżyserowanej produkcji. Bill Pullman oferuje nam przezabawnego, niezdarnego Gaewa (brata Ranevskiej); Andy Rush natomiast portretuje beznadziejnego urzędnika Jepichodowa z piszczącymi butami – oba przykłady tego, jak Wade proponuje nowy, pomysłowy sposób spojrzenia na Czereśniowy sad. Niemniej jednak akcja czasem mogłaby się trochę uspokoić, by pozwolić nam mocniej reflektować nad zniszczeniami spowodowanymi przez bezmyślnych arystokratów.
Zdjęcie: Johan Persson
Helen Hunt prezentuje się dostojnie jako właścicielka ziemska powracająca po pięciu latach nieobecności na swoją posiadłość, nie dopuszczając do siebie myśli, że musi sprzedać wszystko i iść dalej. Czechow napisał swoją ostatnią sztukę, Czereśniowy sad, w 1903 roku, gdy rosyjska arystokracja znajdowała się na skraju upadku. Warstwy tego upadku klasy wyższej i oszałamiającego uroku Ranevskiej dla mężczyzn są nieco stonowane w wykonaniu Hunt.
Zdjęcie: Johan Persson
Esther Smith przekonująco gra niespełnioną Varyę, której jedyną ucieczką wydaje się być małżeństwo z Lopachinem. Smith ma wyjątkowy talent, by oddać frustracje Varyi. Rozdzierające serce jest oglądanie jej rozpaczy w ostatniej scenie z Lopachinem, który zdaje się nie zauważać jej pragnień, ani też jej niepewnej sytuacji jako samotnej kobiety. Ta scena znajduje odzwierciedlenie w okrutnym zachowaniu Jaszki, granego przez Juliana Moore-Cooka, który odtrąca pełną życia Dunyashę.
Zdjęcie: Johan Persson
Chumisa Dornford-May jako córka Ranevskiej Anja jest oszałamiająca, a Alfred Enoch jako wieczny student Trofimow, z radykalnymi poglądami, jest jedynym, który wydaje się być trochę zadowolony. Tak jak elita nie słucha Lopachina, tak też ignorują słowa Trofimowa.
Tymczasem osoby w pozornie mniejszych rolach dostarczają wielu momentów do zapamiętania. Guy Henry jako przygnębiony Pischik z doskonałym wyczuciem komediowym jest znakomity; a Sophie Stone jako guwernantka Sharlotta bawi gości swoimi sztuczkami magicznymi, a później histerycznie wyraża swój lęk przed samotnością.
Michael Elwyn delikatnie oddaje fizyczność i wzruszający portret starszego służącego Firsa, ostatecznie porzuconego przez rodzinę, o którą dbał i którą sądził, że też o niego dbała. „Całe życie w tym domu i co mi to dało?”
Zdjęcie: Johan Persson
Jak zwykle RSC nie szczędzi muzyki – czwórka znakomitych muzyków gra na żywo. Scenografia i kostiumy autorstwa Anny Fleischle to oszczędne, nieuporządkowane meble i nagie, minimalistyczne drzewa, które przywołują czas przejścia.
Oświetlenie jest miękkie, a cienie gałęzi czereśni na ścianach pięknie komponują się z złowieszczymi efektami dźwiękowymi siekania i spadających elementów autorstwa Claire Windsor. Mimo całego smutku, na koniec pojawia się nutka nadziei, gdy rodzina i osoby towarzyszące akceptują nieuchronne odejście.
Spektakl Royal Shakespeare Company Czereśniowy sad w Swan Theatre w Stratford-upon-Avon wystawiany jest do 29 sierpnia.
Zdjęcia: Johan Persson