Dostępne języki
![]()
Jaki może być lepszy sposób na spędzenie ciepłego letniego wieczoru niż siedzenie w parku i słuchanie piosenek z Broadwayu? Renesansowy człowiek Sam Jewison – wybitny śpiewak, pianista jazzowy i, co zaskakujące, dyrygent – zapewnia publiczności dokładnie to, czego pragnie podczas jednorazowego występu w Opera Holland Park.
Wspierany przez pełną pasji 40-osobową orkiestrę, która nadaje wielkość Big Bandowi, Jewison, pochodzący z Yorkshire, oraz brytyjsko-armeniańska sopranistka Anush Hovhannisyan wykonują mieszankę złotych przebojów Broadwayu, głównie z musicali takich jak Oklahoma!, Carousel, Porgy and Bess, My Fair Lady, Guys and Dolls oraz Anything Goes.
To przyjemnie nostalgiczne spojrzenie na niesamowitą dawną epokę – oraz miły sposób na powrót do ukochanych utworów, które ilustrują muzyczną energię i geniusz Manhattanu z połowy XX wieku, a także na przypomnienie piosenek, które nie są już tak często słyszane. Na przykład „A Little Bit in Love” z Wonderful Town nie pojawiło się jeszcze na mojej radarowej liście, więc było to dla mnie pewne objawienie.
Kolejnym plusem jest okazywanie szacunku uwerturze, na którą niestety zbyt często nie zwraca się uwagi, ponieważ ludzie zazwyczaj traktują ten moment jako czas na zajęcie miejsc, ściągnięcie płaszczy i szeleszczenie papierkami po słodyczach. Skupienie się na uwerturze z Gypsy (muzyka autorstwa angielsko-amerykańskiego kompozytora Jule Styne) przynosi własną nagrodę, pozwalając nam dostrzec, że sprytnie opowiada historię całego musicalu w miniaturze.
Najważniejsze momenty tych dwóch utalentowanych śpiewaków to m.in. wznoszące się i czarujące wykonanie „Bali Ha'i” z Richarda Rodgersa South Pacific; medley z Porgy and Bess, w tym Jewison przy fortepianie oraz przepięknie płynące „Summertime” w wykonaniu Hovhannisyan; oraz zabawny i zacięty duet z „Anything You Can Do” z Annie Get Your Gun.
Wspaniała orkiestra (wielu z muzyków studiowało razem z Jewisonem na uczelni muzycznej, jak zauważa) gra najbardziej wzniosłe Rhapsody in Blue, radykalne połączenie muzyki klasycznej i jazzu Gershwina, a Jewison daje wirtuozowski pokaz przy fortepianie. Pianie klarnetu na początku, następnie tłumione trąbki, liryczne partie smyczków, funky gitara i dramatyczne zderzenie talerzy perkusyjnych w kulminacyjnym momencie podkreślają umiejętności muzyków.
Jewison opowiada historię, jak Gershwin nigdy nie zobowiązał się do napisania koncertu jazzowego, jak poprosił go o to lider zespołu Paul Whiteman w 1924 roku. Jednak Gershwin odkrywa, że to właśnie komponuje, gdy czyta ogłoszenie w New York Tribune zaledwie pięć tygodni przed premierą koncertu w Aeolian Hall w Nowym Jorku.
Jednym z trudniejszych momentów jest sytuacja, gdy Hovhannisyan w lekko puszystej czarnej sukni, przypominającej przerobioną zasłonę z filmu Przeminęło z wiatrem, schodzi do publiczności podczas „I Could Have Danced All Night” z My Fair Lady, aby zachęcić ludzi do wspólnego zaśpiewania fragmentu. Nie wszyscy podchodzą do tego komfortowo, ale kilka osób (czyżby wytrenowani śpiewacy, którzy przypadkiem się tam znaleźli?) są fantastyczni, co ratowało sytuację.
O, i gołąb kradnie całe show w środku medleyu Jerome'a Kerna, ale to właśnie urok produkcji w Holland Park, gdzie różne zwierzęta i ptactwo często dołączają do muzyków. Szczekające psy, skrzeczące ptaki i śmiech dzieci to wszystko część uroku plenerowych występów w publicznej przestrzeni zielonej i doskonale współgra z radosnym, miejskim kakofonią Nowego Jorku.
Mimo że doceniam tę celebrację Złotej Ery Broadwayu, dostrzegam nieco niedopasowanie między intymnym stylem jazzowego kabaretu Jewisona a bardziej dominującym operowym temperamentem Hovhannisyan. Obaj są wspaniali, ale połączenie tych dwóch odmiennych form muzycznych pozostaje nieco niespójne i nie wyzwala wiele emocji między nimi. To trochę tak, jakby diva opuściła Covent Garden i wkroczyła do zadymionego klubu nocnego, gdzie bez wyraźnego powodu zaczyna śpiewać z lounge'owym śpiewakiem. Zagraj to jeszcze raz, Sam?
Są też ograniczenia związane ze scenografią tego koncertu. Orkiestra i fortepian są umiejscowione z tyłu, z przerwą między tym obszarem a frontem sceny. Śpiewacy kilkakrotnie schodzą bliżej widowni. Szkoda, że nie są bliżej publiczności, bo trudno jest się z nimi w pełni zaangażować z takiego dystansu.
Chciałbym także, aby Jewison, który pełni wiele ról, może robił trochę mniej, by mógł pełniej reagować na swoją partnerkę sceniczną. Gdyby zastąpił go inny dyrygent, moglibyśmy nie być tak rozproszeni gestykulacją Jewisona podczas dyrygowania – czynnością, która nie przekłada się na najbardziej romantyczne duety.
Mimo to publiczność z entuzjazmem przyjmuje ten czuły hołd dla Broadwayu, który stanowi miły punkt wejścia dla niebędących koneserami opery oraz bardzo satysfakcjonujące doświadczenie dla stałych bywalców Opera Holland Park.
30. sezon Opera Holland Park trwa do 8 sierpnia.
Podziękowania za zdjęcia: dzięki uprzejmości Sam Jewison