Dostępne języki
BWW rozmawia z Johnem P. McEnenym, scenarzystą i reżyserem Krwawej Ballady o Bette Davis, o przygotowaniach do pokazania przedstawienia na Festiwalu Edinburgh Festival Fringe 2026.
Opowiedz nam trochę o Krwawej Balladzie o Bette Davis.
Krwawe Ballada o Bette Davis to gorączkowy horror muzyczny o tym, co się dzieje, gdy jedna z najwybitniejszych aktorek w historii Ameryki zaczyna się zastanawiać, czy cena zapłacona za sztukę była tego warta. Akcja toczy się podczas zdjęć do filmu Burnt Offerings w 1975 roku i łączy w sobie Bette Davis, Olivera Reeda, Karen Black, Amelię Earhart, demony, dziennikarzy plotkarskich oraz jedną spektakularnie nieodpowiednią kozę. Jednak pod całym tym czarodziejstwem i teatralnym przepychem kryje się kobieta próbująca zdecydować, czy życie, które zbudowała, było tego warte.
Co było inspiracją do napisania tego dzieła?
Co ciekawe, nie była to Bette Davis, lecz tania szara peruka, która wcale nie była ładna. Po raz pierwszy obejrzałem Burnt Offerings jako dziecko, a po czterdziestu latach ponownie, spodziewając się przestraszyć nawiedzonym domem. Tymczasem nie mogłem oderwać wzroku od Bette Davis. Oto jedna z największych aktorek wszech czasów, nosząca mało korzystną szarą perukę w przeciętnym horrorze klasy B, dająca występ znacznie większy niż film, w którym grała. To wydało mi się bardzo w stylu Bette Davis. W tym samym czasie natknąłem się na niezwykłe twierdzenie B.D. Hymana, że jego matka praktykowała czary i zamieniała się w pazurzaste demoniczne stworzenie. Nie mogłem przestać się zastanawiać, jakiego rodzaju relacja pozostawia po sobie taką historię. W naszym musicalu czary stają się metaforą tajemniczej mocy, która czyni wielkich artystów wyjątkowymi: tego, czego publiczność czci, czego inni artyści pragną, i za co czasem płacą rodziny. Im jestem starszy, tym bardziej interesuje mnie cena, jaką trzeba zapłacić za poświęcenie życia tworzeniu sztuki.
Dlaczego zdecydowałeś się pokazać spektakl w Edynburgu?
Edynburg wydaje się naturalnym domem dla tego przedstawienia. Fringe zawsze przyjmował teatralne ryzyko, dziwne pomysły i spektakle, które nie mieszczą się w jednym gatunku. Krwawe Ballada o Bette Davis to horror muzyczny, komedia, opowieść o duchach i, mam nadzieję, list miłosny do artystów – wszystko naraz. Nie przeprasza za swoją odmienność, a Fringe nigdy nie nakazał artystom tego robić. Jednak najbardziej kocham to, że każdego sierpnia miasto zapełnia się ludźmi niosącymi kostiumy, rekwizyty, nierealne marzenia i cichą nadzieję, że coś, co stworzyli, połączy się z nieznajomym. Wszyscy zadają sobie w jakiejś formie to samo pytanie: Czy to jest tego warte? Czy mam iść dalej? Te pytania wyjątkowo silnie brzmią w Edynburgu. W wielu aspektach przedstawienie jest świętem wszystkich, którzy tworzą coś pomimo braku gwarancji, że przetrwa.
Jak bardzo straszny jest to horror?
Są czarownice, demony, karaluch z niepokojącą pewnością siebie wchodzący w jelita mężczyzny oraz bardzo nieodpowiednia choreografia z użyciem pacynki.
Kogo chciałbyś zaprosić na przedstawienie?
Chciałbym każdego, kogo kiedykolwiek jakaś sztuka cicho prowadziła przez życie. Może to był dziwny film horror klasy B w telewizji, gdy miałeś osiem lat. Może siedziałeś w piżamie długo po tym, jak powinieneś już spać. Może to była piosenka, powieść lub występ, którego nikt inny już nie pamięta. Z jakiegokolwiek powodu coś zostało z tobą. Tak było ze mną – Burnt Offerings osiadł gdzieś w mojej wyobraźni i po czterdziestu latach stał się tym dziwnym musicalem. Myślę, że to jedna z wielkich tajemnic sztuki. Nigdy nie wiemy, które historie zapuszczą korzenie ani czyje życie cicho zmienią. Szczególnie chciałbym zaprosić artystów, bo każdego sierpnia Edynburg zapełnia się ludźmi próbującymi stworzyć coś ważnego. Może na tym polega nasza nadzieja – nie na nieśmiertelności, a na szansie, że coś, co stworzymy, zostanie z kimś długo po tym, jak pójdzie do domu.
Krwawe Ballada o Bette Davis grana jest na Edfringe od 6 do 30 sierpnia
Fot. Vas Eli
Treść sponsorowana