Dostępne języki
![]()
Gdy Rent ma powrócić na West End we wrześniu, teraz wydaje się właściwy moment dla The Jonathan Larson Project, retrospektywy tego, co kompozytor Jonathan Larson tworzył zanim napisał klasyczną opowieść o życiu i miłości w dzielnicy East Village podczas kryzysu AIDS.
Gdy Larson zmarł z powodu choroby serca w wieku 35 lat na przeddzień premiery Rent, zostawił po sobie bogatą kolekcję samodzielnych piosenek, a także pełne musicale, które nigdy nie przebiły się poza etap warsztatowy, z których wiele nigdy nie zostało wykonane na żywo do tej pory. I jest więcej niż odrobina Rent w reżyserii Johna Simpkinsa i projekcie produkcji Nate'a Bertone'a dla tego cyklu piosenek, który miał premierę w Nowym Jorku zeszłego roku.
Jesteśmy w lofcie w NYC, z fortepianem pokrytym kurzem w centrum, a produkcja ma coś z surowego, bohemskiego szczerości Rent. Jest czarujący, prowizoryczny projektor pokazujący domowe filmy Larsona, a obsada nieustannie przenosi rekwizyty ze sceny i na scenę, dając poczucie trwającego procesu twórczego. Nawet nasi pięciu wykonawców wydaje się być duchami obsady Rent – Max Harwood i Michael Mather tęsknią i marzą o przyszłości w manner Mark'a i Rogera, a zmysłowy, lekko głupi numer kabaretowy Imeldy Warren Green na początku przywołuje Maureen.
Ale prawdziwym urokiem tej produkcji jako samodzielnej jest sama muzyka, większość z której nie osiągnęła sukcesu za życia Larsona ze względu na timing, a nie na jakość. Ten spektakl jest dowodem wszechstronności Larsona jako kompozytora – są piosenki musicalne nasycone rockiem o zrobieniu kariery w Nowym Jorku, ale także przyjazne dla radia letnie piosenki pop, piosenki protestu ekologicznego i wysokokonceptualna satira futurystyczna.
Są piosenki, które wydawałyby się radykalne w chwili gdy zostały napisane – chwalące przypadkowy seks jako "lekarstwo dla wszystkich tutaj" w szczycie paranoi AIDS – i piosenki, które są zastraszająco przewidujące (futurystyczny kandydat republikanów Larsona jest sponsorowany przez Trump Industries). Wszystko to prowadzi charismatyczna obsada pięciu osób, która cieszy się podburzaniem publiczności przed spektaklem, na czele z weteranem musicalu i byłym kandydatem do finału X Factor Marcusem Collinsem.
Ale jakość materiału sprawia, że publiczność pragnie więcej od ogólnej koncepcji, wymyślonej przez Jennifer Ashley Tepper. Bez jakichkolwiek narracji wiążących te różne piosenki razem, dar Larsona do tworzenia postaci poprzez piosenki ginie w gąszczu. W swoich staraniach, aby przywołać poczucie procesu twórczego Larsona, produkcja wydaje się nie móc zdecydować między rozluźnionymi sesjami jamowymi a w pełni choreografowanymi numerami scenicznymi i ustala się na раздражающем podziale między nimi.
Poprzez scenografię i kostiumy stworzony jest dla nas wszechświat pięciu młodych ludzi tworzących i protestujących w Nowym Jorku, który później nie jest rozwijany. Na początku "One of These Days", piosenka "I Want" z odrzuconego dystopijnego musicalu Larsona Superbia, nawiązuje do indywidualnych ambicji każdego z pięciu, a spędzamy resztę spektaklu chcąc dowiedzieć się o nich więcej, tylko po to by być niezadowolonym.
The Jonathan Larson Project jest zatem trudny do skategoryzowania. Nie jest pełnym musicalem łączącym wydane piosenki (jak stało się z wieloma kompozytorami Golden Age), ani nie jest revue w manner Putting it Together czy Side by Side Stephena Sondheima, gdzie dobrze znane piosenki zyskują nowe życie poza ich oryginalnym kontekstem. Jest to niemniej świetnym zagłębieniem się w to, co sprawiało, że młody Larson tykał, zarówno dla zagorzałych fanów jak i jako wprowadzenie do jego twórczości, ale te piosenki zasługują na odrobinę struktury narracyjnej.
The Jonathan Larson Project gra w Southwark Playhouse Borough do 22 sierpnia
Zdjęcia: Danny Kaan