Dostępne języki
Wypełnione po brzegi iluzjami i rozczarowaniami, szybko staje się jasne, że
Może dlatego, że głośno reklamowane powiązanie z trylogią filmową z tytułu jest na tyle cieńkie, że mogłoby przejść po wybiegu podczas Tygodnia Mody w Paryżu. Albo dlatego, że próba pokazu magii bliskiego planu ze sceny największej sali West Endu wydaje się zupełnie bezcelowa. Albo dlatego, że szablonowi magicy spędzają większość czasu albo wymuszając uśmiechy jak uczestnicy konkursu piękności, albo rozdając fałsze jak piątkowi amanci („tylko na dziś... tylko dla ciebie...” ).
Nie znaczy to jednak, że nie wiedzą, co robią. Wszyscy są równie sprawni, co fotogeniczni. Główna czwórka – nazwana Czterema Jeźdźcami na cześć postaci z filmu – wnosi każdy coś innego. Sympatyczny prowadzący Matthew Pomeroy byłby w epoce wiktoriańskiej słynnym szulerem kart, łączącym biegłość dłońmi z łatwym, swobodnym słowem. Uciekinier Andrew Basso jest Włochem; wiemy to po jego gęstym włoskim akcencie, brodzie przypominającej rzeźbę Michała Anioła, okrzykach „Mama mia!” oraz dużej księdze z napisem „Italy” na jednej stronie. Francuz Enzo Weyne imponuje iluzją teleportacji, która oszukuje nie raz, lecz dwa razy. Kanadyjka Gabriella Lester (jedyna kobieta w obsadzie) uzupełnia luźne nawiązanie do filmów rutyną napadu, która kończy się nagłym wypełnieniem walizki pieniędzmi.
Obsadę uzupełnia trio młodych talentów z Britain’s Got Talent. Eden Choi prezentuje spektakularny fontannę kart — a potem kolejną — i jeszcze jedną. Finalista Rafferty Coope przewiduje, o które miasto ktoś myśli (podpowiedź: zaczyna się na L). Albinos-hipnotyzer Fraser Penman ma rutynę równie niepamiętną, co jego wygląd zapada w pamięć. Żaden nie dostaje szansy naprawdę zabłysnąć, mimo że (jak dumnie informuje nas Pomeroy) to oni są następnym pokoleniem Jeźdźców.
Indywidualnie trudno im coś zarzucić. Razem jednak tworzą raczej nie wyścig konny, ale błotnistą, mozolną wędrówkę. Basso opowiada historię i niebezpieczeństwa związane z rekonstruowaniem klasycznej Chińskiej Komory Tortur Wodnych Houdiniego, ale – po tylu iluzjach – trudno to widzieć jako coś więcej niż kolejny wizualny trik, zamiast mistrzowskiej umiejętności. Podobnie ucieczka Lesters z eksplodującego sejfu ma tyle niebezpieczeństwa, co kanapka z serem. Ekrany przypominają o przepaści fizycznej dzielącej widzów i artystów, rozcieńczają osobiste związki i rodzą pytanie: po co iść do West Endu, by oglądać magię na monitorze, skoro można z kanapy komfortowo oglądać 11 sezonów Fool Us z Pennem i Tellerem? Trzęsące się skrzypce i złowieszcze uderzenia bębnów, które nie zawstydziłyby filmu o Bondzie, znakomicie podkreślają każdą napiętą chwilę, nawet jeśli zakończenie jest boleśnie przewidywalne.
To zanim poruszymy dwie z najbardziej żenujących kwestii. Nawet jeśli soliści tacy jak Derren Brown, Dynamo czy Jamie Allan bezwstydnie wyciągają swoje rodzinne albumy, by wzruszać do łez, to nie usprawiedliwia aż siedmiu członków obsady robiących to samo tutaj, z coraz bardziej ckliwym skutkiem. A budowanie głównych scenografii na podstawie prostych rekwizytów podobnych do Magic Calculator (który steruje pospiesznym finałem) czy walizki Tora Glass jest po prostu leniwe.
Trzeba zadać pytanie: kto jest docelowym odbiorcą? Kto był już na kilku pokazach magii, zna już wiele trików i zniechęca się, widząc kolejną walizkę unoszoną wysoko nad sceną przez większą część wieczoru. Teraz Mnie Widzisz Na Żywo może twierdzić, że jest przyjazny rodzinom, ale przeciętny magik na dziecięcą imprezę raczej nie zapyta zgromadzonych malców, czy boją się śmierci. A jeszcze mniej z nich chwyci żywego, ruszającego się skorpiona za ogon, włoży go do własnych ust, zaklei usta taśmą i zaprosi ochotnika do jak najgłośniejszego uderzenia w policzek. Przynajmniej jeśli rodzice patrzą.
Nowicjusze lub osoby z oczekiwaniami sięgającymi głęboko jak Rów Mariański prawdopodobnie spędzą przyjemnie czas, ale w Londynie są lepsze alternatywy, na przykład regularne wieczory Olivera Tabora West End Magic lub dla tych, którzy chcą zobaczyć iluzje na wyciągnięcie ręki, Stół Magików.
Teraz Mnie Widzisz Na Żywo jest wystawiane w London Coliseum do 6 września.
Fot. © Johan Persson