Dostępne języki
Pod koniec tego miesiąca, Teatro na świeżym powietrzu Regent’s Park będzie gospodarzem Jellicle Ball, gdy na scenę wróci długo wyczekiwane wznowienie CATS. Reżyserią i choreografią zajmuje się dyrektor artystyczny teatru, Drew McOnie, a spektakl zapowiada się na „jedno z najważniejszych wydarzeń teatralnych 2026 roku.” Niedawno mieliśmy okazję porozmawiać z Rachael Wooding, która wraca do przedstawienia, które było jej pierwszą pracą po szkole aktorskiej, tym razem wcielając się w kultową rolę Grizabelli. Rozmawialiśmy o tym, jak to jest powracać do CATS, jak się czuje, występując w zmienionej wersji ukochanego dzieła i co aktorka chce, by publiczność wyniosła z tego spektaklu.
Jak zaczęła się Twoja przygoda ze światem teatru?
Właściwie byłam — nie uwierzysz — dość nieśmiała jako dziecko i odkryłam występy sceniczne. Chodziłam na zajęcia taneczne, które zaprowadziły mnie do amatorskiego teatru, potem do lokalnego profesjonalnego teatru i myślę, że to naprawdę dało mi pewność siebie. Jeśli masz cel i motywację w życiu, daje to trochę wewnętrznej pewności. Dla mnie to było uzależniające, bo sprawiało, że czułam się dobrze. Pochodzę spod Sheffield, a tam jest The Crucible, które — moim skromnym zdaniem — jest jednym z najlepszych teatrów. Uwielbiam tam pracować, to niesamowita scena — wystawiają tam mnóstwo nowych spektakli. Oglądałam Les Mis w Manchesterze i pomyślałam: „Nie wiem co to jest, ale chcę to robić!” Teraz jest bardziej określony sposób, co się robi, ale wtedy nie wiedziałam jak — tylko wiedziałam, że chcę to robić, więc poszłam do szkoły aktorskiej. I właściwie CATS była moją pierwszą pracą tuż po szkole!
Zdjęcie: Mark Senior
A teraz jesteś tu! Jak to jest wracać do tego spektaklu?
To naprawdę coś wyjątkowego dla mnie! Byłam w trzecim roku college’u i nie mogliśmy brać udziału w przesłuchaniach i tym podobne. Pamiętam, że dyrektor powiedział: „Wszyscy trzecioklasiści, jest otwarte przesłuchanie do CATS – możecie spróbować.” Ustawialiśmy się w kolejce, dostawaliśmy numer, cztery agrafki i do roboty! Byłam na przesłuchaniach przez dwa dni i dostałam rolę. To było jedno z najbardziej niesamowitych doświadczeń, więc dla mnie to coś naprawdę wyjątkowego. Miałam wtedy dziewiętnaście lat i to było bardzo fizyczne! A CATS to jedna z niewielu sztuk zespołowych, to jest moja ulubiona forma teatru. Wiele spektakli ma hierarchię — wiemy, jak to jest w komercyjnych musicalach. To jedno z niewielu przedstawień, które to sztuka zespołowa — każdy jest tak samo ważny jak inni. Tworzysz coś, jesteś tego świadomy, jesteś naprawdę połączony z resztą. Wszyscy angażują się, jest prawdziwa koleżeńskość, a ja zapomniałam, jak ważne to dla mnie było.
Kiedy więc pojawiło się przesłuchanie, zastanawiałam się, „Czy chcę to robić znowu? Bo było tak miło, czy nie zepsuję tego?” Jestem bardzo szczęśliwa, że się zdecydowałam, bo to uczucie, które pamiętam z młodości. Do tego praca tutaj, w Regent’s Park, bo to było jedno z moich marzeń! Chciałam współpracować z Drew od dawna i oglądałam tu wiele przedstawień, więc naprawdę chciałam być w tym projekcie. I teraz przerosło to moje oczekiwania — to coś naprawdę wyjątkowego! To takie dziwne — pamiętasz wszystko! Teksty, choreografię, wszystko. Scena jest zupełnie inna, ale równie ekscytująca.
Jak przebiegają próby do spektaklu?
Cóż, powiem tak, bo gram Grizabellę, a ona jest na scenie niewiele. Myślałam sobie: „Czy robią to specjalnie przede mną?” To trochę metodyczne — robią ze mnie outsidera! Oczywiście nie, ale jest tyle do zrobienia i są bardzo zajęci! Kiedy też byłam młoda, pamiętam, że nic mnie nie przerażało, ale ta energia w pomieszczeniu jest niesamowita! Kiedy pojawiam się na scenie, czuję się jak fanka. Siedzę i myślę: „O mój Boże, co oni robią?!” Jestem podekscytowana. Wywołuje to we mnie emocje — to niesamowite. A ponieważ nie przebywam dużo na scenie, mam mniej czasu na bycie w środku tego, więc nie mogę się doczekać, by być częściej i być blisko tego wszystkiego, bo to jest zaraźliwe! Energia w tym pomieszczeniu naprawdę zaraża.
Zdjęcie: Mark Senior
Jak to jest zagrać kultową rolę Grizabelli?
Dla mnie to coś przed rozpoczęciem. To jest pytanie: „Co to będzie?” Gdy zaczynasz, zaczynasz to rozbierać na części i poznawać, czytać to. Przeczytałam jeszcze raz wiersze i materiał. To jest Grizabella — wiem, kim ona jest! Znam jej istotę, ale się uczę jej na nowo, bo wcześniej tego nie robiłam. Byłam kociakiem, więc patrzyłam na nią z tej perspektywy. Ale być w niej i grać to zupełnie co innego. Gdy jesteś z nim [Drew] w pokoju, jest w nim coś wyjątkowego. Z małych fragmentów, które zrobiłam do tej pory, nie mogę się doczekać, żeby zrobić więcej! Oryginalna produkcja jest czczona w tym sensie, że wierzymy w to, czym jest ten projekt, i wszyscy tam jesteśmy, a mimo to to coś zupełnie innego. To niesamowite.
Jak to jest przygotowywać się do występów na zewnątrz?
Jest w tym coś naprawdę wyjątkowego i czujesz się bardzo wspierana. Dziwnie, nie myślisz: „O mój Boże, jak to przetrwam?” Po prostu jesteś tam. Teraz mamy próby i mieliśmy upały, i dostosowujesz się. Mówisz: „Dzisiaj założę krem z filtrem, noszę luźne ubrania, kapelusz i się nawadniam.” A wchodzisz tu i panuje spokój, cisza, harmonia i kreatywność. To świetne.
Czy masz ulubionego Jellicle kota?
Bardzo lubię Rumpleteazer, bo jest trochę zawadiacka. Trochę chaotyczna i sprytna, zawsze ją uwielbiałam. A Briana [Craig] jest niesamowita. Ma taką energię, którą naprawdę można poczuć, i ją kocham. Kocham też Skimbleshanksa!
Zdjęcie: Mark Senior
Trzeba kochać Kota Kolejowego!
Trzeba kochać Kota Kolejowego! Uwielbiam Sillabub, bo mam dziecko — jest jak szeroko otwarte oczy na świat, czysta i szczera. Jest jak lekcja dla wszystkich — postarajcie się otworzyć swoje czyste serce. Kocham je wszystkie!
Czy masz ulubiony numer z przedstawienia?
Cóż, jeszcze nie widziałam wszystkiego, więc nie mogę na to odpowiedzieć, bo nie wiem, który pokocham w tej wersji! Ale są pewne akordy w muzyce, które mnie zachwycają. Oczywiście uwielbiam „The Jellicle Ball”, bo jest w nim coś dzikiego i zwierzęcego, jest niesamowicie żywiołowy. Kocham to. Myślę, że oszaleję, gdy go zobaczę! Drew widział mnie wcześniej w różnych rolach, na przykład w Standing at the Sky’s Edge, co jest mocnym, ugruntowanym występem. Potem spotkałam go i jestem trochę szalona, dobrze się bawiliśmy na przesłuchaniu, a on powiedział: „Prawie sobie odmówiłaś tej roli, bo myślałem: 'Jak ona może być taka?'” A potem poszły akordy [Śpiewa], ja zrobiłam poważną minę i tak dostałam tę rolę. To magia.
Co chciałabyś, aby publiczność wyniosła z tego przedstawienia CATS?
Chcę, żeby poczuli się częścią czegoś, bo naprawdę uważam, że ten teatr to umożliwia. Najlepszy teatr to taki, kiedy potrzebujemy cię tak samo jak ty nas, i przychodzisz po coś — po doświadczenie, spotkanie umysłów. Wszyscy czujemy, że coś się dzieje, że coś dajemy, a wy oddajecie nam tak wiele, co jest nam potrzebne. I przez to, czym jest ten spektakl i co mówi — o akceptacji, wspólnocie, wzajemnym podnoszeniu się, wybaczeniu, wszystkie te tematy są wplecione w historię. Bez względu na to, kim jesteś, przychodząc na to, doświadczysz radości, poczujesz coś.
Teatr jest najlepszy. Mówi się teraz o SI i tym podobnych rzeczach, ale nawet telewizji i filmowi — które też kocham — nie dostaniesz takiego uczucia nigdzie indziej. W tym teatrze, grając CATS, to jak ikonka. To wszystko o księżycu i on tam będzie! To prawie zwala mnie z nóg. Ludzie będą mieli moment podczas oglądania — moment o ludzkiej naturze, o sobie, o swoich instynktach zwierzęcych, o wszystkich tych rzeczach. I o byciu częścią czegoś! Myślę, że będzie naprawdę wyjątkowo.
I na koniec, jak jednym słowem opisałabyś CATS?
Magiczny, w sensie, że jest w nim coś innego, coś więcej, niż da się wyjaśnić. CATS jest już z nami od dawna, a ta wersja może mam nadzieję istnieć obok tej oryginalnej i po prostu być obecna. W tej chwili ludzie chcą czegoś innego — czegoś więcej niż to, co teraz przeżywamy.
CATS grane jest od 25 lipca do 19 września w Teatro na świeżym powietrzu Regent’s Park, a następnie wyrusza w trasę po Wielkiej Brytanii do lipca 2027 roku.