Dostępne języki
Najczęstsze pytanie, jakie słyszę na temat teatru immersyjnego — zaraz po "czy muszę założyć kostium?" i "czy jest tam bar?" — to zazwyczaj coś w stylu "co oznacza ‘immersyjny’ i czy wszystko nie jest immersyjne?" Najpierw odpowiadając na drugą część: tak, wszystko jest immersyjne, a wszystko to też teatr, opera i taniec z określonej perspektywy. Forma sztuki to coś więcej niż scena i wykonawcy; to także to, czego publiczność od niej wymaga.
Jeśli chodzi o to, czego oczekuję od teatru immersyjnego, mam tylko jedno żądanie: poczuć się przeniesionym. I trudno (bardzo, bardzo trudno) nie poczuć się przeniesionym, gdy — po obligatoryjnym wprowadzeniu w zasady BHP i trzydziestu sekundach od założenia zestawu VR HTC Vive — moje zmysły mówią mi, że stoję pośrodku czarnej, bezkresnej przestrzeni i widzę ogromną niebiesko-zieloną planetę w krystalicznej rozdzielczości 8K. Bez dźwięków, bez rozproszeń, tylko cudownie migocząca kula, którą mógłbym oglądać cały dzień i całą noc. A gdy się odwracam, widzę równie oszałamiająco olbrzymią stację kosmiczną, migoczącą nieokreślonym światłem.
Ktokolwiek był na przedstawieniu w Eclipso lub konkurencji Shepherd’s Bush — Excurio, jak Colosseum: The Legendary Arena czy The Last Stronghold powinien wiedzieć, że Space Explorers to daleko od ich standardowego repertuaru. Zwykle na początku pojawia się gadatliwy wirtualny przewodnik, który prowadzi nas ustaloną trasą przez światy renderowane z jakością gry z ery PlayStation z początku lat 2000. Idąc posłusznie jeden za drugim, zwiedzamy ciemne podziemne przestrzenie, unosimy się platformą, by podziwiać rozległe widoki, spotykamy postać tu, oglądamy scenę tam, po czym staje przed nami pędzący dinozaur lub ognisty smok. Ta najnowsza porcja VR wyrzuca wszystko to i daje znacznie więcej i trochę mniej.
Materiał, który oglądamy, ma poważne korzenie. Montrealskie Felix & Paul Studios spędziło dwa lata na filmowaniu około 250 godzin (największa produkcja kiedykolwiek realizowana na orbicie) na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, używając kamer wzmocnionych przez Nanoracks, by przetrwały próżnię, promieniowanie i wahania temperatury sięgające 500 stopni. Dwa odcinki powstałego cyklu zdobyły Primetime Emmy w 2021 roku. PHI Studio następnie zbudowało materiał do THE INFINITE, dostępnej do chodzenia w skali rzeczywistej STacji ISS, która podróżowała po Houston, Singapurze i wielu innych miejscach, przyciągając ponad pół miliona odwiedzających. To, co trafiło do piwnicy Eclipso w Camden, to uboższa, ale swobodnie eksplorowana wersja tego doświadczenia.
Co ważne, to portret a nie fabuła. Zamiast podążać za przewodnikiem, dryfujesz pośród rozrzuconych zielonych kul zawieszonych w powietrzu; zbliżasz się do jednej i zamienia się w wszechogarniający film. Celowo nie ma wystarczająco czasu, by dojść do wszystkich, i — co rzadko się zdarza w takich projektach — ta rzadkość działa na korzyść przedstawienia, zamieniając forty minut w zestaw wyborów, a nie taśmę produkcyjną.
Co zawierają zielone kule? Życie na stacji. Więcej Ziemi, widzianej o różnych porach jej obrotu. Astronauci pracujący, ćwiczący, rzucający sobie piłkę w korytarzu, podczas spaceru kosmicznego. Sama nauka nie robi wielkiego widowiska, raczej ujawnia się stopniowo: każdy dzień spędzony na orbicie to eksperyment, telemetria tego, co kosmos robi z garstką ludzi na tyle odważnych, by zostać tam dłużej. Są tu też fajne zabawki — wirtualne piłki dryfujące w korytarzach można popchnąć lub złapać, wirtualne przyciski można naciskać, by uzyskać reakcję. To świat 360 stopni, który zachęca do eksploracji i nigdy nie zawodzi ciekawości; warto pomyśleć o tym następnym razem, gdy jakiś musical nazwie się „immersyjnym”.
Jednak — i to było największe zaskoczenie — to nie technologia ani widoki, ale człowieczeństwo uderza najmocniej. Jedna scena pokazuje załogę kończącą tour, podążającą w kierunku śluzy, zatrzymującą się na długie uściski i kilka nie do końca ukrywanych łez. Towarzyskość jest prawdziwa i dociera do widza.
Patrząc z perspektywy lata 2026 roku, jest to też cicho wzruszające: NASA planuje rozpocząć opuszczanie ISS w 2028 roku i zrzucić to, co pozostanie, do Pacyfiku na początku 2031 roku. To domowe nagranie już skazanego domu. Dwoje z postaci, które tam poznajemy, Christina Koch i Victor Glover, od tamtej pory polecieli wokół Księżyca. Stacja ma termin rozbiórki, jej załoga już odeszła, by poszerzać naszą wiedzę o następnej granicy.
Felix i Paul robią najprostsze i najtrudniejsze: kierują kamery na ludzi robiących coś niewiarygodnie trudnego w bezwzględnym środowisku, a potem ufają, że to, co z tego powstanie, samo się obroni. Przeważnie działa to dzięki kinematografii, montażowi i cichej reżyserii, które wywołują chwile naprawdę poruszające.
To rzadki spektakl, który zasługuje na określenie „immersyjny” prawie od razu i pozostaje z tobą na wiele godzin po wyjściu. Materiał źródłowy to nie tylko sen projektanta, lecz autentyczny zapis jednej z lepszych idei naszego gatunku, nagrany przez ludzi, którzy tam żyją. Przychodzisz dla kosmosu i ciekawości; zostajesz, nieoczekiwanie, dla towarzystwa ośmiu osób, które bywają dla siebie uprzejme wiele długich kilometrów od domu i z wiedzą, że miejsce, w którym to robiły, niebawem zamieni się w popiół nad oceanem.
Space Explorers: The ISS Experience trwa nadal w Eclipso
Źródło zdjęć: uprzejmość produkcji