Dostępne języki
Waitress
Otwieramy na dinerze gdzieś w rozległym wnętrzu USA, z jego równinami, mocnym płaskim światłem i rosnącymi cenami paliwa. Właściwie, zapomnijcie o tym ostatnim. Ten diner bardziej przypomina Al’s w Happy Days, istniejący w bańce życzliwości, zabawy i wzajemnego wsparcia, z podskórnym poczuciem solidarności, zrodzonym z przeciwności losu, które łączy załogę. Nikt nie ma telefonów komórkowych, co sytuuje to w XX wieku, ale pod tym wszystkim kryje się XXI-wieczna wrażliwość w podejściu do problemów, zwłaszcza tych dotyczących kobiet.
Jak widać z rozglądania się po teatrze, w obsadzie na scenie i, co wciąż jest warte odnotowania, z całkowicie kobiecym zespołem twórczym (książka autorstwa Jessie Nelson, muzyka i teksty piosenek Sary Bareilles, reżyseria Diane Paulus, choreografia Lorin Latarro), to jest kobiecy show, chociaż nie jest pełnym feministycznym rekrutem do walki. W przeciwieństwie do ciast, polityka płci nie jest pełną tłustą opcją.
Jenna, zagrana z jej zwykłą sprawnością i nienagannym wokalem przez CHF, to geniusz w pieczeniu ciast, której niekończące się kombinacje ciast w kruszonkach przyciągają klientów, a później także trochę ekstra. Jakoś jest również pełnoetatową kelnerką, co nawet dla bohaterki wielozadaniowej wydaje się zbyt wiele.
Krążą wokół niej pracownicy, przebojowa Becky (Sandra Marvin), ponura – przynajmniej na początku – Dawn (Evie Hoskins), które także obsługują stoliki i zgorzkniały kierownik Cal, który przyjmuje zamówienia w kuchni i trochę szczeka. Stary Joe to kapryśny właściciel, który przemawia do dzieciaków, ale, ponieważ gra go Les Dennis (który wciąż nie potrafi śpiewać ani tańczyć), wiemy, że okaże się mieć złote serce. Nie można tego powiedzieć o Earlu (Mark Willshire), prymitywnym mężu Jenna, którego skłonność do kontrolującego zachowania wprowadza pierwszą rysę w dotychczas idealnym cieście.
To jest element realizmu, którego potrzebuje show, przynoszący tkliwą, tragiczną jakość sytuacji Jenny, uwięzionej w małomiasteczkowym życiu, w związku z przemocowym mężem i teraz niespodziewanie w ciąży. Zbawienie przychodzi w postaci letniej fabuły dotyczącej konkursu na pieczenie ciast i bardziej interesująco, w osobie urokliwego przybysza z zewnątrz, Dr Pomattera (Dan Partridge), który zaczyna się nią interesować. A co do etycznego labiryntu, w który wpadamy, gdy ginekolog zaczyna podrywać pacjentkę w trochę kruchej sytuacji (okej, to ona zaczyna, ale jednak), mogę tylko zaparkować w teczce „Nie myśl za dużo, to musical!”. Może nie jest to równoległe do Elizy i Profesora Higginsa, ale…
Najlepszym elementem przedstawienia są piosenki wyśpiewywane przez nasze trzy ciężko pracujące, nieszczęśliwe kobiety. Odważna Sandra Marvin przechodzi w tryb Dreamgirls wykańczając swój wielki numer otwierający drugi akt, „I Didn’t Plan It” i Evie Hoskins wyciska maksa z dziwacznych cech Dawn w „When He Sees Me”. CHF daje publiczności to, po co przyszli, wprowadzając emocje na poziom 11, odpowiednio z jej numerem 11 „She Used To Be Mine”, show w odpowiedni sposób zatrzymane
Muzyka Bareilles jest zróżnicowana i wystarczająco przyjemna, ale, jak scenografia Scotta Pask, jest bardziej technicznie biegła niż rzeczywiście inspirująca, i szkoda, że Dan Partridge nie dostaje piosenki tylko dla siebie, ponieważ jego głos z pewnością na to zasługuje.
Mimo całego podkreślenia roli kobiet po obu stronach czwartej ściany, trudno jest nie poczuć się choć trochę zawiedzionym faktem, że wszystkie trzy kobiety są uratowane przez mężczyzn wzmacniających ich poczucie własnej wartości i finanse. Oczywiście, cieszy, że Earl w końcu dostaje swoje rozkazy, ale przesłanie, że dobrze jest odejść od przestępcy, wydaje się niską poprzeczką do osiągnięcia w 2026 roku.
Jest wątek przebiegający przez narrację, że pracujące kobiety z klasy niższej, jak te tutaj, wciąż potrzebują zgody koterii białych męskich wybawców - lekarza, szefa, kapitalisty i nerda - aby osiągnąć (używając tej niesamowitej frazy) samorealizację.
Może to być prawda w Hicksville USA, z jego Ruchem Tradycyjnych Żon, o którym media reportują z takim zadowoleniem, ale to było tylko trochę zniechęcające do takich myśli podczas podróży autobusem do domu.
Waitress w New Wimbledon Theatre do 4 kwietnia i w trasie
Zdjęcie: dzięki uprzejmości ATG Entertainment