Dostępne języki
Debra Winger i Arliss Howard występują w unikatowej nowej produkcji D.L. Coburna „The Gin Game” w ikonicznej księgarni Housing Works w Nowym Jorku. Reżyseria: David Blum. Ta wznowiona wersja zamienia sklep w kameralny teatr, gdzie widzowie siedzą zaledwie kilka kroków od akcji.
Zwycięzca Nagrody Pulitzera za dramat, „The Gin Game” jest na przemian zabawny i przejmujący – opowiada historię dwóch mieszkańców domu spokojnej starości, których partie ginu zamieniają się w porywający pojedynek dumy i walki o przetrwanie.
„The Gin Game” prezentuje scenografię Ashley Basile, kostiumy Michaela Schaffnera, projekt oświetlenia autorstwa Sarah Woods oraz projekt dźwięku Barta Fasbendera. Kierownikiem sceny jest Josie Cooper, a asystentką Erin Amstein. Casting przeprowadziła Erica A. Hart. Producentem „The Gin Game” jest Go Dog Go Productions.
Sprawdź, co mówią krytycy o nowej produkcji...
Podziękowania za zdjęcia: HanJie Chow
Charles Isherwood, Wall Street Journal: Z niewielkim wyczuciem ran, które czają się pod ich na ogół przyjazną, ale ostatecznie napiętą interakcją, trudno wzbudzić większe zainteresowanie tym, kto wygra w rozgrywkach w gina – które symbolizują, oczywiście, chaotyczną i nieprzeniknioną naturę "gry" życia. Przede wszystkim, przy minimalnym emocjonalnym zaangażowaniu w skromną dramatyczną fabułę, stajemy się tak niecierpliwi wobec siebie jak sami bohaterowie, ostatecznie przestając przejmować się, czy Fonsia i Weller są w stanie odłożyć na bok swoje nieudane przeszłości i nawiązać więź dającą im choć odrobinę ukojenia tu i teraz. Cała produkcja ostatecznie wydaje się tak płaska jak przewrócony domek z kart.
Elysa Gardner, New York Sun: „Gin Game” nie przetrwało tak długo bez powodu; nawet w najbrzydszych momentach pojawiają się przebłyski wglądu i wzruszenia. „Chyba po prostu żyliśmy za długo, Fonsia,” rozmyśla Weller tuż po tym, jak zagrał być może swój najokrutniejszy numer na niej. Być może pan Howard i pani Winger, którym ufam, że w rzeczywistości dogadują się znacznie lepiej niż ich bohaterowie tutaj, znajdują w tym emocjonalnym torturowaniu jakąś katharsis; jako widz na pewno ja jej nie doświadczyłam.
Frank Scheck, New York Stage Review: Miejsce nie jest idealne na przedstawienia teatralne – scena jest malutka, siedzenia niewygodne, a widoczność kiepska. Jednak daje to niezwykłą możliwość obserwowania dwóch wspaniałych, znanych aktorów dających z siebie wszystko praktycznie na wyciągnięcie ręki. To prawdziwa uczta.
Zachary Stewart, Theatremania: David Blum postępuje tak, jak mądrzy reżyserzy przy tak zdolnych wykonawcach: po prostu się wycofuje. Scenografia Ashley Basile to podstawowe elementy: stół do kart, dwa krzesła i huśtawka (ta ostatnia może nawet nie jest konieczna). Z boku umieszczono niewielkie garderoby, gdzie aktorzy się przebierają, wydłużając przedstawienie o te przejścia, podczas których widzimy przygotowania każdej postaci na kolejne spotkanie – z niecierpliwością lub lękiem (kostiumy Michaela Schaffnera dają pewien trop, jak zbroja dla seniorów idących na wojnę). Sarah Woods utrzymuje oświetlenie w kontemplacyjnym półmroku podczas tych momentów, a Bart Fasbender podkreśla je dźwiękiem chóru, nieco przesadnie stonowanym, co jednak oddaje upokorzenie ich sytuacji.

Średnia ocena: 60,0%