Dostępne języki
Z pewnością jest to „loverly” lato w Chichester w tym roku, gdyż My Fair Lady gra w Festival Theatre. Keziah Ibe debiutuje zawodowo jako Eliza Doolittle u boku Hadleya Frasera w roli Henry’ego Higginsa. Niedawno mieliśmy okazję porozmawiać z Ibe o podjęciu się ikonicznej roli Elizy Doolittle. Omówiliśmy, jak to było robić profesjonalny debiut, jak przebiegały próby oraz co ma nadzieję, że widzowie wyniosą z tej produkcji.
Jak zaczęła się Twoja przygoda ze światem teatru?
Zaczęłam dość późno! Około trzynastego roku życia wzięłam udział w pierwszym musicalu szkolnym, który to była Alicja w Krainie Czarów. Chciałam zostać Alicją, ale nie było mi to pisane. Zostałam więc Królową Kier! I wtedy trafiłam na cudowną nauczycielkę dramatu. Ona naprawdę otoczyła mnie opieką i dawała mi darmowe lekcje aktorstwa. Aktorstwo było pierwszą rzeczą, która naprawdę mnie zainteresowała, a śpiew zawsze był częścią mojego życia, choć rozwinął się trochę później.
Fot. Johan Persson
Czy byłaś fanką My Fair Lady zanim dołączyłaś do spektaklu?
W ogóle nie znałam tego spektaklu! Znałam kilka piosenek - „I Could Have Danced All Night”, „On the Street Where You Live”, te największe przeboje - ale nie wiedziałam, co się dzieje w fabule. Ale było naprawdę cudownie poznać ją! To taka magiczna historia, a przemiana Elizy jest po prostu przepiękna.
Jak to było dołączyć do tego spektaklu jako swój profesjonalny debiut?
To było duże wyzwanie! Duże wsparcie otrzymałam od obsady i zespołu kreatywnego, jeśli chodzi o to, bym czuła się gotowa, pracując ze mną nad dialektem i akcentem w spektaklu – dochodząc do tych ekstremów. Ale to zdecydowanie była duża sprawa. Zdecydowanie nie do zlekceważenia! Jednak było super wspierająco, i czułam też zaufanie do mnie, czego się nie spodziewałam na tym etapie, zaraz po szkole aktorskiej.
Jak przebiegały próby do spektaklu?
Zaczęliśmy od czytania scenariusza, bowiem jest to adaptacja sztuki Pygmalion autorstwa George’a Bernarda Shawa – tekst jest bardzo surowy i w samym scenariuszu jest wiele detali. Spędziliśmy więc około tygodnia na czytaniu, dyskusjach i odsłanianiu wszystkich tych szczegółów, a potem powoli stawialiśmy wszystko na nogi. Najwspanialsze było oglądanie na żywo numerów z Alfredem Doolittle’em [Gary Milner], ojcem Elizy, ponieważ nadają spektaklowi tak niezbędnej lekkości! W przeciwnym razie ta opowieść mogłaby wydać się ciężka. Było cudownie widzieć, jak każdy rozwija swoją interpretację swojej postaci w sposób wyjątkowy dla siebie i co czyni naszą produkcję naprawdę wyjątkową.
Fot. Craig Sugden
Wspomniałaś wcześniej o coachingu dialektu. Jak to było robić to w ramach pierwszej roli? Eliza ma bardzo dużo pracy z akcentem!
Rzeczywiście jest go dużo, a na początku chcieliśmy iść na bardzo ekstremalną stronę, kiedy Eliza jest Cockney, aby przemiana była bardziej widoczna i wiarygodna. Pracowałam z Charmian Hoare, naszą trenerką głosu w spektaklu, która była nieoceniona, dając mi ćwiczenia rozgrzewkowe i dbając o to, żeby zanim zaczęłam jakikolwiek tekst, byłam w pełni gotowa, aby utrwalić akcent. To było naprawdę świetne.
Jakie są jak dotąd występy?
Są absolutnie fantastyczne! To niewątpliwie spektakl wymagający dużej wytrzymałości dla Elizy. Jest bardzo intensywny, szczególnie jeśli chodzi o śpiew. Zmieniamy się bardzo w zależności od momentu w spektaklu, więc utrzymanie tego poziomu to duża umiejętność. Uczę się tego bardzo szybko, podczas gdy inni mieli więcej czasu, aby się tego nauczyć. To wielkie wyzwanie. Bardzo to lubię, a publiczność reaguje na spektakl najpiękniejszymi emocjami.
Jak się czujesz, debiutując profesjonalnie w tak ikonicznej roli?
Nigdy w życiu nie spodziewałam się, że na tym etapie po szkole aktorskiej będę główną aktorką w takim spektaklu! To bardzo przytłaczające, ale pozytywne nastawienie ze strony moich kolegów z obsady sprawiło, że to doświadczenie było niesamowite. Wsparcie, jakie mi okazali i cierpliwość do moich czasami śmiesznych pomysłów, a jednocześnie docenianie, gdy uda mi się zaproponować coś dobrego. Wszyscy byli bardzo wspierający. To wspaniałe.
Możesz mieć całkiem świeże spojrzenie na spektakl, skoro go nie znałaś!
Po moim pierwszym castingu mówili: „Obejrzyj film”, bo chyba wyczuli, że go nie znam! Obejrzałam i byłam po prostu zachwycona. To najpiękniejsza historia. A ponieważ nie znałam jej zbyt dobrze, było łatwiej stworzyć własną interpretację, bo rola jest tak ikoniczna i utrwalona w świadomości ludzi. To naprawdę bardzo pomogło!
Jak przebiegała współpraca z Hadleyem Fraserem jako Henrym Higgins’em?
To najwspanialszy człowiek, z jakim prawdopodobnie kiedykolwiek będę pracować! Jest niesamowicie hojny, a jego kreatywność na scenie jest po prostu fenomenalna do oglądania. Jego Higgins jest wyjątkowy, a w spektaklu, który dla publiczności w 2026 roku może wzbudzać pewne wątpliwości względem tekstu, uczynił tę postać bardziej zrozumiałą, niemal sympatyczną. To naprawdę mistrz w tym, co robi. A pod koniec naszego spektaklu dokonuje najpiękniejszej przemiany postaci w tylko pięć minut, podczas gdy ja mam cały spektakl na swoją transformację. To, co robi, jest po prostu bardzo piękne.
Fot. Craig Sugden
Jak się pracuje w Chichester Festival Theatre?
To niesamowite miejsce! Mają tam fantastyczne zaplecze. Do dyspozycji są Festival Theatre, Minerva oraz Nest. Najlepiej opisać to jako kampus małych teatrów i duży Festival Theatre. Pracownicy są wyjątkowo oddani swojej pracy – widać, że jest tam prawdziwa troska i koleżeństwo w zespole, co jest naprawdę cudowne i bardzo nas wspierali od samego początku.
Czy masz ulubioną piosenkę z przedstawienia, którą lubisz śpiewać lub słuchać?
W obsadzie jest facet, Ben Culleton, który gra Freddy’ego, i „On the Street Where You Live” – gdy usłyszałam ją kilka lat temu, pomyślałam – to naprawdę dobra piosenka! Nie wiedziałam, że jest z My Fair Lady! Ale on naprawdę brzmi, jakby pochodził z innej epoki – bardzo klasycznie. To jest przepiękne. A stojąc za kulisami i przebierając się w suknię balową, to nie jest stresujące, bo mogę po prostu słuchać tej pięknej melodii. To naprawdę cudowne!
Co chciałabyś, aby widzowie wynieśli z tej produkcji My Fair Lady?
Jako zespół bawiliśmy się koncepcją, że Eliza przejmuje kontrolę nad własnym przeznaczeniem – nie jest eksperymentem, w który zostaje wrzucona, ale decyduje, że zostaje i zmienia swoje życie dla siebie. Mam nadzieję, że pozwoli to ludziom spojrzeć na spektakl z trochę innej perspektywy i odnowić miłość do tego wspaniałego musicalu, bo materiał jest naprawdę niesamowity! Mam też nadzieję, że pomoże ludziom zrozumieć, że bez względu na to, gdzie się znajdujesz, zawsze można coś z siebie zrobić na swój sposób.
I na koniec, jak jednym słowem opisałabyś My Fair Lady?
Żywy!
My Fair Lady grany jest od 6 lipca do 5 września w Chichester Festival Theatre