Dostępne języki
Justin Elizabeth Sayre prowadzi blog na BroadwayWorld o wystawieniu spektaklu Justin Elizabeth Sayre Is a 40-Year-Old Woman na Festiwalu Edinburgh Festival Fringe 2026.
Na cześć 40-letniej kobiety
Wiele lat temu byłam w Ripley Grier Studios i minęłam starszą aktorkę ubraną w to, co wtedy nazywałam „mundurem” – wygodne, ale eleganckie czernie, wygodne buty i szalik jako akcent koloru. Choć z nią nie rozmawiałam, odnosiłam wrażenie, że ją znam. Była aktorką, nie tym przesadnym, skupionym na sobie potworem, którego wszyscy widzieliśmy w rolach od Czechowa po The Comeback. Była rzemieślniczką, artystką. Traktowała swoją pracę poważnie i pojawiła się, by ją wykonać.
Często myślę o tej kobiecie, bo reprezentowała rodzaj opanowania, które wtedy mogłam dostrzec jedynie z daleka. Kochałam takie kobiety – aktorki, konie pociągowe, rzemieślniczki. Te, które przychodzą na scenę wspaniałe i wykonują najwspanialszą pracę. Kochałam je i na swój sposób starałam się ich naśladować. Od tamtej pory ten bezimienny znak rozpoznawczy aktorki stał się dla mnie synonimem życia w teatrze – jest w nim glamour, ale też ciężka praca. Aby wykonywać tę pracę i robić to dobrze, trzeba dać z siebie wszystko. Trzeba pojawić się dokładnie tak całkowicie i w pełni jak ta nieznana aktorka w Ripley Grier. Gotowa do działania.
Nie wiem, dlaczego to właśnie ta aktorka uświadomiła mi tę prawdę, ani nie twierdzę, że w pełni rozumiem, co tworzy więź między silnymi kobietami a gejami. Najlepiej mogę powiedzieć, że myślę, iż w sobie nawzajem dostrzegamy celebrację tego, kim jesteśmy. Dbamy o te same rzeczy, które świat na ogół uważa za niemądre czy zbyteczne. Cieszymy się tymi sztukami, wydarzeniami, chwilami i traktujemy je z całą powagą i powagą, na jaką zasługują. Dzielimy te miłości, a w tym podobieństwie odnajdujemy w sobie głębokie zrozumienie, wzajemny szacunek i miłość.
Pisząc swój spektakl Justin Elizabeth Sayre is 40-Year-Old Woman, wróciłam i przeanalizowałam wszystkie niesamowite kobiety w moim życiu – zarówno te, które znałam osobiście, jak i te, które podziwiałam z daleka. I wśród tych przykładów jest jedna wspólna cecha, która zawsze mnie do tych kobiet przyciągała. Wśród nich, od mojej babci Nan Youron po Ethel Barrymore, Norę Mae Lyng, Elaine Stritch, Justin Vivian Bond oraz Penny Arcade, widać twarz pewności siebie. Osobiste wsparcie, pełne wykorzystanie siebie, które mnie pociąga. Te kobiety pokazują się i pokazują sobą, bo wiedzą, że nikt nie potrafi zrobić tego, co one, w taki sposób jak one. Zawsze chciałam tego dla siebie, a teraz, wchodząc w swoją „40-letnią kobiecość”, czuję, że wreszcie tam jestem.
Wiem, kim teraz jestem i jak wiele dla mnie znaczy teatr. Uważam, że to najważniejsza forma komunikacji, jaką mamy jako ludzie. To ćwiczenie empatii i praktyka wiary. Kocham, że nadal mamy okazję na chwilę udawać razem przez godzinę czy dwie. Kocham także jego historię, bo ona żyje we mnie i we wszystkim, co robię. Pisząc te słowa, mam na biurku trzy zdjęcia – Eleonory Duse, Ellen Terry i Sarah Bernhardt. Moje „trzy wielkie muzy teatru”, które kochałam i o których się uczyłam, a które przypominają mi o zasadach, w które całym sercem wierzę w tym, co robimy. O drodze do prawdy, teatralności i radości. Cenię je i noszę zawsze ze sobą.
Wiem również, że moje oparcie na historii wynika z poczucia straty, które odczuwałam w dorastaniu po kryzysie AIDS. Tyle genialnych gejów straciliśmy przez tę straszną chorobę, całe teatralne dziedzictwa zniknęły w mgnieniu oka. Wiele gejów mojego pokolenia wraca teraz, by odnaleźć mentorów i przyjaciół, których pozbawiła nas zaraza AIDS. Nosimy ich w sobie teraz, dodając ich wizje do naszych, odbudowując most między tym, co utracone, a tym, co teraz możliwe.
To zaszczyt być kimkolwiek w wieku 40 lat, bo tyle utalentowanych osób nie miało takiej szansy. Noszę ten zaszczyt bardzo głęboko w sercu.
Wszyscy jesteśmy zbudowani z tylu osób, tylu różnych odcieni, załamanych przez pryzmat jaźni, świecących własnym, unikalnym światłem. Wchodząc w świat 40-letnich kobiet, wciąż wracam do tej bezimiennej aktorki z Ripley Grier, żyjącej prawdą, świadomej, kim jest, i działającej. To nie jest głośna, oszałamiająca pewność siebie, to coś subtelniejszego i cichszego, jakaś dyskretna elegancja, trwały blask, który potrafi sam się obronić i zabłysnąć. Wciąż nad tym pracuję. Ale wiem dokładnie, jak to wygląda i jak to się czuje, że dzień po dniu, próba po próbie, wreszcie staję się tą 40-letnią kobietą, którą zawsze chciałam być.
Justin Elizabeth Sayre is a 40-Year-Old Woman będzie wystawiany o godzinie 18:10 w Underbelly Bristo Square od 5 do 30 sierpnia.
Link do rezerwacji: https://www.underbellyedinburgh.co.uk/events/event/justin-elizabeth-sayre-is-a-40-year-old-woman
Treść sponsorowana