Dostępne języki
Bębniarze to wyjątkowy gatunek. Keith Moon z The Who słynnie wjechał limuzyną do basenu podczas swojego 21. urodzin. Led Zeppelin’s John Bonham oraz Tommy Lee z Motley Crue również brali udział w hotelowych ekscesach: Bonham jeździł na motocyklu korytarzami, a Lee wystrzelał fajerwerki z balkonów. A potem był przerażająco przemocy Ginger Baker, który, gdy nie szalał na scenie z Cream, groził otoczeniu nożami i laskami. Zatem, przynajmniej z zachodniej perspektywy, osoba, która wymyśliła pomysł umieszczenia dziewięciu bębniarzy w zespole, była albo niezwykle głupia, albo godna podziwu.
Ową osobą jest założyciel, kompozytor muzyczny, choreograf i dyrektor artystyczny Masa Ogawa. W 1993 roku założył swoją grupę w Asuka-mura w prefekturze Nara (znaną wcześniej jako Yamato). Przez ostatnie trzy dekady zagrali ponad 4,500 przedstawień w 54 krajach. Słyną z wędrownego, wspólnego stylu życia; artyści żyją, gotują, trenują i tworzą wspólnie w swojej bazie w Nara.
Yamato (stylizowane jako YAMATO) nie jest nowicjuszem na scenie Teatru Peacock: ich wcześniejsze przedstawienia to Chousen - Wyjątkowe Wyzwanie (2017), Jisei - Rytm Życia (2019) oraz Wings of the Phoenix (2024). Hito no Chikara oznacza ich powrót w 2026 roku z nowym materiałem, odpowiadającym na post-digitalne niepokoje.
Hito no Chikara — po japońsku „moc ludzi” lub „moc ludzkiej siły” — odbywa tournée po całym świecie od 2025 roku przed tym debiutanckim występem w Wielkiej Brytanii. Spektakl jest ripostą na świat, który każdego dnia kształtowany jest przez sztuczną inteligencję, zadając pytanie, co naprawdę pozostaje ludzkie.
Temat powstał z konkretnego wyzwania rzuconego przez Ogawę: w miarę jak AI rozwija się w zawrotnym tempie, co stanie się z ludźmi? Z tej myśli pojawiła się wizja, że być może pewnego dnia roboty czy androidy będą mogły trzymać pałeczki perkusyjne i wykonywać idealnie zsynchronizowane rytmy. Odpowiedzią Yamato jest uczynienie ciała samym argumentem: spektakl jest kontrargumentem.
I jakie to ciała. Otwarte kimona wiszą na szczupłych torsach, chude ramiona i podarte dżinsy. To nie chaotyczni niszczyciele rockowej legendy, ale mężczyźni i kobiety poświęceni swojej sztuce z głębokim oddaniem, z którego Japonia słynie. Ich pasja promienieje w każdej sekwencji, a ich timing w ułamkach sekund to prawdziwy cud do oglądania.
Pomimo (a może właśnie z powodu) tematu, niewiele z pokazanej jest nowoczesnej technologii poza kilkoma zgrabnymi, ale całkowicie złudnymi projekcjami na ekranie. Główną atrakcją, jak zawsze, jest ogromne odaiko, o szerokości dwóch metrów, wyrzeźbione z 400-letniego drzewa, ważące około 500 kilogramów; dźwięk, który z niego pochodzi, jest tak samo potężny jak te liczby. Mniejsze instrumenty — niektóre na cokole, inne zawieszone na ciele — dopełniają tego dużego potwora. Później, poruszająca sekwencja z shamisen obejmuje pięciu muzyków grających na trzechstrunowych lutniach w oszałamiający sposób.
Ci, którzy myślą, że to brzmi jak ponure recytacje, powinni pomyśleć jeszcze raz. Interakcja z widownią sprawia, że krzyczymy i wznosimy ręce do góry, a humor jest przepleciony w całym spektaklu; w pewnym momencie, odaiko uderzane jest nie zwykłą parą pałeczek wielkości i kształtu wałków do ciasta, ale czymś, co wyglądałoby normalnie w mięsistych rękach Freda Flintstone'a.
Hito no Chikara zostawia uszy dzwoniące, serce pełne i poczucie, że ekipa Ogawy to w swoim rodzaju szczególny gatunek: skoncentrowani, dynamiczni i niezwykle zabawni.
Hito no Chikara (Moc Ludzkej Siły) trwa w Teatrze Peacock do 30 maja.
Zdjęcie: Yamato