Dostępne języki
Lipcowym Debiutem Miesiąca według BroadwayWorld jest Marcus John, który obecnie debiutuje na Broadwayu w tytułowej roli w Hamilton! Po trasie z Hamiltonem przez trzy zespoły, pięć krajów i wiele lat, Marcus teraz przedstawia swoją interpretację Hamiltona na Broadwayu.
Jego kredyty w trasach międzynarodowych to: Rent: 20th Anniversary (Benny), Mamma Mia! Farewell Tour (zespół, dubler Eddie'ego i Peppera). Jego doświadczenie regionalne obejmuje: Chez Joey (Cat, dubler Joey'ego; Arena Stage) oraz występy filmowe w Dumb Money (Netflix) i telewizyjne w Harlem (Prime).
BroadwayWorld rozmawiało z Marcum Johnem o tym, dlaczego rola Alexandra Hamiltona jest dla niego osobista, które teksty najbardziej z nim rezonują,
Przeczytaj cały wywiad i zobacz zdjęcia od Jennifer Broski z BroadwayWorld!
Wcielałeś się w kilka ról w Hamiltonie podczas trasy zanim przejąłeś rolę tytułową. Czy możesz opowiedzieć o tej drodze i jak przygotowała Cię do grania Hamiltona na Broadwayu?
Grałem w kilku rolach, więc mam wrażenie, że robi się to celowo — szkolą cię w szkole Hamiltona, jak istnieć w tym przedstawieniu, bo to bardzo specyficzny styl! Więc nie potrzebowałem pomocy, by nauczyć się wszystkich słów, różnych części, wszyscy chyba znają je po prostu słuchając wielokrotnie ścieżki dźwiękowej, ale uczysz się, co trzeba, by funkcjonować w tym świecie, jakości ruchu, wszystkich różnych „płaszczy” jakie nosisz... a im bardziej czujesz się komfortowo, tym łatwiej jest cokolwiek zrobić.
Więc, kiedy zadzwonili z Broadwayu, pomyślałem: „Okej, to po prostu mój tor teraz,” nie różni się wiele od momentu, gdy byłem dublerem. Wiele osób robi najpierw trasę, potem Broadway, i na odwrót. A ponieważ to ciągła rotacja osób wchodzących i wychodzących z przedstawienia, niezależnie od roli, czujesz się zawsze gotowy do powrotu na grafik.
Uwielbiałem to. Mówiłem im często, że nie chcę być konkretną postacią, bo świetnie się bawiłem, będąc dublerem różnych Synów Wolności, ale teraz bardzo się cieszę, że po prostu jestem tym facetem [śmiech].

Każdy aktor wnosi coś innego do postaci Alexandra Hamiltona. Jakie aspekty tej postaci najbardziej ekscytują Cię, gdy ją interpretujesz?
Myślę, że ta postać, inaczej niż wszystkie, które dublerowałem, jest dla mnie bardzo osobista. Wiele jego tekstów odnosi się do mojego życia, od „Wyobrażam sobie śmierć tak często, że to bardziej jak wspomnienie,” do „Tam, skąd pochodzę, niektórzy dostają połowę tyle,” aż do tego, że pochodzi z niczego i domaga się więcej, nawet gdy ludzie mówią nie. Naprawdę się z tym utożsamiam i cudownie jest móc opowiadać historię, która brzmi jakbym mówił o sobie, podczas gdy pozostałe postaci sprawiały wrażenie, że tylko je odgrywam.
Co staram się wyciągnąć każdego dnia i co uważam za coś, co odróżnia mnie od niektórych Hamiltonów, których widziałem i podziwiam, to zaangażowanie w poezję. Jeszcze bardziej niż rap i hip-hop, zwłaszcza w monologach, gdy mówi sam do siebie — to okazja, by odczytać słowa piosenek inaczej niż zwykle, tak by brzmiały jak mowa poetycka, gdzie granica między rapem, muzyką i monologiem jest bardziej zatarta — to jest to, do czego dążę każdego dnia.
Debiutujesz na Broadwayu w jednej z najbardziej wymagających i kultowych ról w teatrze muzycznym. Co to dla Ciebie znaczy osobiście i zawodowo?
To trochę dziwne, szczerze! Osobiście to ogromne osiągnięcie, bo kocham ten spektakl, szanuję tę rolę i oczywiście jest ona w repertuarze od wielu lat, więc chcę jej oddać sprawiedliwość i uczcić wszystko, co wydarzyło się w ciągu ostatniej dekady. Jestem zaszczycony, że jestem jednym z może siedmiu lub ośmiu, którzy grają Hamiltona na pełen etat w tak młodym wieku i w tak ikonicznym spektaklu.
Jednak z drugiej strony, ponieważ robię ten spektakl tak długo i studiowałem go, i ćwiczyłem z różnych perspektyw, czasami wydaje się to mało istotne. Wszyscy mówią: „O mój Boże, jak na Broadwayu? Debiutujesz jako Hamilton!” A ja odpowiadam: „Tak, albo po prostu wracam do pracy, grając tę rolę,” [śmiech]. Nic się dla mnie tak naprawdę nie zmienia, to bardzo podobne do pracy w trasie, tylko że teraz to inny miasto — Nowy Jork.
Naprawdę lubię być wśród znajomych z Broadwayu, których poznałem przez lata, którzy też pracują w Nowym Jorku, i być częścią tej społeczności, abyśmy mogli tworzyć coś poza pracą. Ale czasami, mówiąc o "Hamilton Broadway" w cudzysłowie, Richard Rodgers to po prostu kolejny teatr w Ameryce, w którym mogę robić ten spektakl, a nie jedyne miejsce, gdzie muszę go robić. Jestem zaszczycony i cenię to wysoko, ale jednocześnie myślę sobie „Ech, robimy to już od jakiegoś czasu!”

Jak układa się współpraca z kolegami z zespołu podczas tego procesu?
Początkowo było to inne uczucie przez pierwsze kilka dni, bo mam ogromny szacunek dla tego spektaklu, historii i samego Broadwayu, więc każdy dzień, gdy wchodzę do pracy, jest niesamowity. Nie czuję presji ani ciężaru, ale „Spójrz, gdzie jesteśmy, spójrz, skąd zaczęliśmy.” Nie mogę powstrzymać się, by nie chłonąć tego wszystkiego i być wdzięcznym. Nawet patrzenie na pustą widownię przed rozpoczęciem spektaklu to coś, co lubię robić codziennie, jeśli mogę. To sprawia, że czuję się magicznie, jakby wszystko, o czym marzyłem od 14 roku życia, ożywało tuż przede mną.
Jednak, jak mówiłem wcześniej, jest to też coś zwykłego i normalnego, bo nie znam wszystkich z obsady, ale kilku znam z tras, a tych, których nie znam, już słyszałem, byli w tzw. „Hamilversum”. Czuję, że jestem dokładnie tam, gdzie powinienem być. Ci ludzie wykonują niesamowitą pracę, nikt się niczym szczególnym nie zaskakuje co noc, bo wiemy, czego się spodziewać — będzie dobrze, przemyślanie, z zaangażowaniem.
To kontynuacja tego, co już miałem, i jest to dodatkowy powód, by sobie powiedzieć: „Naprawdę powinieneś być z tego dumny.” Ale poza tym to dokładnie to, co robiliśmy. Mam szczęście, że jestem w spektaklu, który kocham, który akurat jest tym dużym hitem. Bo nawet jeśli Hamilton nie byłby najbardziej kasowym spektaklem, to i tak byłby moim ulubionym ze względu na poezję, gatunek i styl. Po prostu cieszę się, że mogę robić tę pracę, to krótka odpowiedź.
Twój Hamilton to poetycki Hamilton, takie jest twoje podejście, i to, co najbardziej lubisz. Masz ulubiony wers w spektaklu?
Cały czas się zmienia. Myślę, że teraz wciąż jest to „Wyobrażam sobie śmierć tak często, że to bardziej jak wspomnienie,” oraz cały fragment „Tam, skąd pochodzę, niektórzy dostają połowę tyle.” Najbardziej w ostatnich dwóch miesiącach na Broadwayu myślałem o tym, że poznałem po drodze wielu ludzi, którzy potrafią i robili to, co ja robię, a nie są teraz na moim miejscu. Znam ludzi, którzy są lepszymi poetami, raperami, freestylowcami, a mimo to podążają w innym kierunku, czy to przez albumy, teledyski, czy social media. Wielu z nich nigdy nie będzie miało okazji zobaczyć tego, co ja, właśnie dlatego, że wybrałem ścieżkę teatru muzycznego, gdy wszyscy wyszliśmy i byliśmy artystami chcącymi tworzyć. Wielu z nich nigdy nie otrzyma tego samego rozgłosu, który ja dostaję, bo to 'Hamilton', więc to jakby bycie wyniesionym na inny poziom.
Ale według mnie wszyscy jesteśmy tacy sami, wszyscy jesteśmy równie dobrzy i wszyscy mamy tę samą historię do opowiedzenia. Miejsce, z którego pochodzę, nie było najcięższe ani najniebezpieczniejsze, ale z pewnością miało swoje przeszkody. Znam wielu ludzi, którzy nigdy nie poczują tego, co ja czuję, idąc przez Times Square, mimo że robią tę samą pracę i tworzą tę samą sztukę. Więc myślę, że to wers, gdzie mówią „Tam, skąd pochodzę, niektórzy faktycznie dostają połowę tyle szans.”

Czy masz jakieś ostatnie przemyślenia, którymi chciałbyś się podzielić?
Mnóstwo! Myślę, że ostatnio zyskałem jeszcze jedną refleksję, dotyczącą rozmowy, którą prowadzimy: wiele dzieci pyta „Jak tam dotrzeć? Co muszę zrobić, by być na Broadwayu?” Zawsze zaczynam im mówić, że każda droga jest inna — od osób chodzących do szkół artystycznych, po tych, którzy się nie kształcili, lub studiowali prawo, a potem postanowili „właściwie chcę podążać za marzeniami.” Nie ma jednej drogi do celu, to moja myśl. A klucz jest podobny do tego, co mówiłem o Hamiltonie — dla mnie to bardziej poezja i muzyka, i ludzie, których znam, którzy zawsze robili ten styl, a nie mają szans robić tego, co ja robię.
Rób to, co robisz. Znajdź to, co kochasz i w czym jesteś najlepszy, ucz się robić to lepiej i rób to dalej — możliwe, że to, co kochasz robić, stanie się także środkiem do zagrania głównej roli w wielkim spektaklu. Albo może to być coś innego — studio tańca, które otworzysz na Środkowym Zachodzie, albo cyrkowy pokaz, który pojawi się w przyszłym sezonie i którego jeszcze nikt nie zna. Ale ponieważ odnajdujesz swoją drogę, wszystko inne się ułoży. To jest to, nad czym ostatnio najwięcej się zastanawiałem — rób swoje.
