Dostępne języki
Wzruszająca opera Pucciniego La bohème zawsze zyskuje uznanie na każdym festiwalu operowym. Ta produkcja na Festiwalu w Grange to pierwsza opera francuskiego aktora, a teraz reżysera, Davida Geselsona, który stworzył ją dla Opéra National de Nancy Lorraine w 2025 roku. Z silnym śpiewem i znakomitym wykonaniem Bournemouth Symphony Orchestra, produkcja traci na klarowności z powodu skupienia Geselsona na sztuce i polityce.
Produkcja umieszcza bohemów w sercu Paryża w czasie Rewolucji Lipcowej z 1830 roku, która koncentrowała się na obaleniu ostatnich resztek monarchii i przywróceniu demokracji ludziom. Geselson wykorzystuje projekcje tekstów rewolucyjnych od Wiktora Hugo i Baudelaira oraz dzieł Turnera, Goyi i Delacroix, aby spróbować połączyć to z fabułą, ale to połączenie wydaje się być mało organiczne i często dość nieprzezroczyste.
Notatka reżysera Geselsona sugeruje, że śmierć Mimì jest triumfem w walce o wolność społeczną. Jednak jej śmierć nie jest dla sprawy politycznej; to tragedia ubóstwa. To rzeczywiście można postrzegać jako konsekwencję polityki, ale to nie jest triumf, a traktowanie jej śmierci przez Pucciniego jest niczym innym jak absolutną tragedią.
Zdjęcie: Richard Hubert Smith
Młoda obsada daje bardzo mocne wykonanie. Luke Norvell prezentuje bardzo liryczną interpretację "O soave fanciulla" jako Rodolfo, a jego "Che gelida manina" jest dobrze zrównoważone. Isabela Díaz jako Mimì nie wzbudza dużych emocji, ale jej występ promieniuje emocjami i ekspresją. Jej "Mi chiamano Mimì" jest delikatne i lekko figlarne, z widocznym wzrostem jej wokalnej mocy (ironicznie) w momencie, gdy umiera na końcu opery.
Jasne jest, że Musetta jest najbardziej zabawną postacią do odegrania, a Rhian Lois ucieleśnia całe jej dowcipne, energiczne i diwowskie tendencje. Jej "Quando me’n vo" jest jasne i pięknie zaśpiewane.
Patrick Dow jest bardziej charyzmatycznym Marcelem, niż to często bywa, podczas gdy Jamie Woollard pokazuje stonowany bas jako Colline. Dan D’Souza mógłby być bardziej energiczny jako Schaunard, gdyż kwartet przyjaciół nie zawsze emanuje zauważalnym ciepłem, gdy są razem.
Richard Farnes dyryguje Bournemouth Symphony Orchestra w żywej i energicznej interpretacji partytury. Są momenty, kiedy muzyka nieco przytłacza głosy na scenie, ale dźwięk jest wspaniały przez cały czas.
Akt pierwszy zdominowany jest przez projekcję dzieła Delacroix Masakra na mglistą kurtynę pokrywającą całą scenę. Efekt jest dramatyczny, ale również rozpraszający i brak mu związku. Stonowane oświetlenie od Jérémie Papin tworzy atmosferę, a poetyckie cytaty, również projektowane na mgłę, mogłyby odnosić się do tematu przeklętej miłości w operze, ale znów odciągają uwagę od samej muzyki.
Ostatni akt jest najbardziej udany, gdyż cała obsada wydaje się odnajdywać w swoich rolach i jest spójność, której brakuje w reszcie produkcji. Parade postaci trzymających zapalone świece powoli rozprzestrzenia się po scenie, a płomienie gasną, gdy ostatnia nuta cichnie. To głęboko poruszający moment, ale niewystarczający, by zrekompensować dość zagmatwaną produkcję.
La bohème jest na Festiwalu w Grange w dniach 14, 20, 27 czerwca oraz 1, 5, 11 lipca
Zdjęcia: Richard Hubert Smith