Dostępne języki
Teatr Watermill, który w ostatnich latach odnosi sukcesy, został nazwany Teatrem Roku 2026 według The Stage. Teraz weszli w lato z być może swoją najbardziej ambitną inscenizacją do tej pory - klasycznym Chitty Chitty Bang Bang. Jeśli potrafili przenieść widzów do Śródziemia i cyrku PT Barnuma, czy mogą przeskoczyć poprzeczkę z latającym samochodem?
Musical, który często opierał się na technicznym spektaklu tytułowego samochodu, stawiał pytanie, jak tę intymną przestrzeń Teatru Watermill można osiągnąć z takim wyczynem, gdy ogłoszono tę inscenizację. Na szczęście to właśnie tu błyszczy pomysłowość i kreatywna wizja reżysera (i artystycznego dyrektora Teatru Watermill) Paula Harta. Produkcja jest pełna uroku i dziecięcej fantazji, a powiew nostalgii unosi się, gdy śledzimy losy załamanego wynalazcy Caractacusa Pottsa, jego dwójki dzieci oraz przygody Truly Scrumptious z dziwnie magicznym samochodem. Jest też powiew głębi emocjonalnej, który wyróżnia tę inscenizację, ale to dopiero początek.

Imaginacyjna scenografia Katie Lias czerpie inspirację z wynalazków Caractacusa, to przestrzeń przypominająca warsztat, ozdobiona zębatkami, kołami i jego eklektycznymi urządzeniami. Uzupełniona przez urokliwą lalkową animację Marca Parretta, kolorowe oświetlenie Jai Morjarii i projekt wideo Daniela Dentona, pozwalają sprawić, że najmniejsza przestrzeń wydaje się większa od życia. Gdy samochód unosi się w powietrze na końcu pierwszego aktu, nie sposób nie być urzeczonym jego czystą kreatywnością.
Jak w przypadku ostatnich letnich wznowień Teatru Watermill, mądrze wykorzystano przestrzeń na świeżym powietrzu z namiotem na szaloną sekwencję wesołego miasteczka, zakończoną bombastycznym „Me Ol' Bamboo” z żywiołową choreografią autorstwa Anjali Mehry.
Podstawa Watermill, ten Chitty Chitty Bang Bang opiera się na utalentowanej grupie aktorów-muzyków, którzy wspaniale reinterpretują klasyki braci Sherman, w tym tytułową piosenkę, „Hushabye Mountain” i „Truly Scrumptious”. Caractacus Potts w wykonaniu Christiana Edwardsa (którego niektórzy mogą znać jako osobowość teatralną West End Producenta) emanuje charyzmą i delikatnością jako kochający ojciec dla Jeremy’ego i Jemimy, granych z werwą przez Bodhi Allnutt i Aila McLeish podczas przedstawienia, które miałem okazję zobaczyć.

Lydia Louise z kolei debiutuje na scenie w roli Truly Scrumptious, odnalazłszy równowagę między macierzyńską czułością w stosunku do dzieci Pottsa a zadziorną niezależnością, która czyni jej romans z Caractacusem subtelnym, ale wiarygodnym.
Kiedy docieramy do Vulgarii, to wtedy pojawiają się prawdziwi kradnący sceny w tej inscenizacji. Alexander Zane i Sam Pay tworzą zabawną parę jako wulgarni szpiedzy Goran i Boris, poświęcając czas na interakcję z widownią, rozmawiając o brytyjskim sztywnym górnym wargu i pogodzie. Samuel Morgan-Grahame (Jesus Christ Superstar) i Mairi Ikegami przynoszą śmiech i mroczny klimat jako kapryśni tyrani Baron i Baronowa Bomburst. Ostatnią, ale nie mniej ważną postacią, która przez pokolenia traumatyzuje dzieci, jest Childcatcher w wykonaniu Susannah van der Berg, która ma w sobie więcej cech pantomimowego złoczyńcy, ale jej onieśmielająca obecność wyczuwalna jest już przy pierwszych dźwiękach jej klarnetu.

Niezależnie od tego, czy dorastałeś z filmem z 1968 roku, czy odkrywasz go po raz pierwszy, to wznowienie Chitty Chitty Bang Bang przeniesie całą rodzinę. Ambicje Teatru Watermill rosną z każdym rokiem, ale udowadniają, że z odrobiną wyobraźni prawdziwa teatralna magia może płynąć z najprostszych rzeczy.
Chitty Chitty Bang Bang wystawiane jest w Teatrze Watermill do 13 września
Fot. Pamela Raith