Dostępne języki
Rosanna Vize’s scenografia do światowej premiery Care jest sterylna, surowo oświetlona i nieromantyczna. Podobnie jak scenariusz Alexandra Zeldina, jest niemal mundanowa w swoim naturalizmie, a jednocześnie niezłomna w sposobie, w jaki podchodzi do swojego tematu: życia w domu opieki, zarówno dla starszych mieszkańców, jak i dla tych, którzy się nimi opiekują.
W sercu tej sztuki, również reżyserowanej przez Zeldina, tkwi głębokie zrozumienie zachowania osób starszych doświadczających spadku zdolności poznawczych oraz tego, co to może ujawniać o ich podświadomości. Każda rozmowa między mieszkańcami domu opieki wypełniona jest nonsensownymi uwagami ("Pojechałem na biwak... było przyjemnie"), ale także momentami zadziwiającej jasności.
Jedna luźna uwaga albo nawet jeden wymowny wzrok zdradzają cały wszechświat nostalgii i traumy żyjących w umyśle osoby, która już nie może w pełni tego wyrazić. Gdy jeden starszy mężczyzna (Richard Durden) postanawia zdjąć ubranie do bielizny i objąć innego mieszkańca, mówi, że robi to, ponieważ "nie ma wstydu" – tutaj utrzymuje się nieustanne poczucie czegoś niewypowiedzianego czekającego na ujawnienie.
Podobnie jak w socjalnie świadomych wcześniejszych pracach Zeldina LOVE i Faith, Hope and Charity, także i tutaj przyznano wiele godności dwóm pracownikom niedostatecznie obsadzonego domu opieki, granym przez Llewellę Gideon i Aoife Gaston. Widać tu współczucie dla obu stron równania opieki zdrowotnej; czujemy współczucie dla pielęgniarek, prowadzących swoich podopiecznych w śpiewaniu oraz utrzymujących niezłomnie życzliwą fasadę, ale także odczuwamy strach mieszkańców, gdy nagle gasną światła (oświetlenie, autorstwa Jamesa Farncombe, jest energetyczne i emocjonalnie zakłócające).
Mając ustalone wszystkie te konteksty, Zeldin ma swobodę, by skoncentrować się na jednej mieszkance, kobiecie imieniem Joan (Linda Bassett). Po serii upadków, Joan została zabrana z własnego domu do domu swojej córki Lynn (Rosie Cavaliero), a ostatecznie do domu opieki, a poczucie uporu uniemożliwia jej w pełni zaakceptowanie nowej rzeczywistości. Bassett gra na wzruszająco subtelnej granicy kobiety na skraju utraty pamięci i zdolności do samodzielnego życia, ale wciąż na tyle świadomej siebie, by poczuć, że życie, które chce prowadzić, wymyka się jej z rąk.
To trzecia część luźnej trylogii złożonych portretów rodzinnych – obok The Confessions i The Other Place – i podobnie jak w tych sztukach, Care porusza temat tego, jak rodziny pękają pod ciężarem żalu. Lynn towarzyszą w wizytach w domu opieki jej dwaj nastoletni synowie (William Lawlor oraz podwójna rola podzielona pomiędzy Ethana Mahony i Charlie Webb), którzy stają się niespokojni wśród tego, co nazywają "resztkami śmierci", po przypadkowym zgonie ich ojca rok temu. Ten wątek nie jest tak poetycko przedstawiony jak sceny z udziałem starszych mieszkańców, ale wciąż przypomina o tym, jak żal rozprzestrzenia się długo po fakcie.
Przy czasie trwania ponad dwóch godzin bez przerwy, Care rzeczywiście sprawia wrażenie nadmiernie rozwlekłej, gdy wchodzi zbyt daleko w melodramat. Urządzenie, w którym mieszkaniec siada w publiczności po śmierci, jakby wreszcie mógł odejść z mikroskopu i żyć na własnych zasadach, jest poruszające, ale nadmiernie eksponowane. Postać stanowiąca drobną ulgę komiczną, samotna była pracownica seksualna o imieniu Simone (Hayley Carmichael), kończy z całą monologiem śmierci, co odciąga uwagę od Joan i sprawia, że podejście głównej bohaterki do śmierci wydaje się dość wydłużone i pasywne w porównaniu.
Jednakże Care jest wielkim osiągnięciem teatralnym tylko za próby zanurzenia się w podświadomość osób starszych, zamiast traktowania ich jedynie jako obiektów współczucia. Nie ma tu nic przesłodzonego, lecz zamiast tego godny obraz starości w całej jej złożoności.
Care gra w Young Vic do 11 lipca
Zdjęcia: Johan Persson