Dostępne języki
![]()
W dobie sztucznej inteligencji coraz śmielej wkraczającej w świat sztuki, nie ma lepszego lekarstwa niż nocny Prom, podczas którego prezentowane są najbardziej ukochane pieśni z późnego renesansu i epoki baroku. Jupiter Ensemble pod kierownictwem Thomasa Dunforda powstał w 2018 roku i jest idealnie przygotowany, by ożywiać te kompozycje, angażując się zarówno w rzadkie, jak i dobrze znane utwory z różnych epok historycznych. Pełen entuzjazmu i z lutnią w ręku, Dunford szybko stał się naszym muzycznym przewodnikiem na ten wieczór.
Choć na wydarzenie zebrała się stosunkowo spora publiczność w Royal Albert Hall, to ze względu na późną, 22:15 rozpoczęcie, obecni byli raczej wyselekcjonowani widzowie, którzy w większości wypełnili miejsca na parterze i w fosie orkiestry. Czułem jednak współczucie dla nielicznych uczestników rozsianych po balkonach i galerii stojącej; znacznie rozsądniej byłoby zamknąć te górne sektory lub przynajmniej pozwolić tym kilku osobom przenieść się bliżej sceny. Szczególnie przy koncercie o tak wyciszonym charakterze jak ten, gdzie zespół bywał czasem „zanikający” w ogromnej przestrzeni sali.
Organizacja koncertu była trudna, gdyż przewidywany czas zakończenia podano na 23:30, choć długość zapowiedzianego programu to około 50 minut. Myślę, że byłoby to optymalne rozwiązanie przy tak późnym starcie, kiedy zmęczenie i obawy o transport zaczynają doskwierać później.
Dodatkowy czas występu wynikał z wykonania dwóch oryginalnych kompozycji oraz barokowej interpretacji "Hey Jude", która zakończyła wieczór. Osobiście wolałbym, by cały koncert pozostał w klimacie epoki Dowlanda i Purcella, bez odchodzenia od tego okresu – to bardziej odpowiednie na popołudniowy Prom, gdy czasu jest więcej. Nowe utwory wyraźnie ukazały muzyczne powiązania między dawnymi czasami a współczesnością oraz sposób, w jaki można to uczcić w nowoczesnym songwritingu, ale może nie był to najlepszy moment na takie eksperymenty.
Jupiter Ensemble tworzą: Dunford na lutni, dołączają dwa skrzypce, altówka, wiolonczela, kontrabas, instrumenty perkusyjne oraz klawesyn lub organy; do oryginalnych kompozycji dołączyli saksofon, trąbka i perkusja. Tenor Laurence Kilsby pełnił funkcję wokalisty, czasem wspieranego przez innych członków zespołu. Można się spodziewać, jak brzmi ten zespół, interpretując piękne pieśni o miłości i melancholii.
"Lachrimae antiquae" Dowlanda szczególnie poruszało swoją intymnością, gdy śpiewak błagał: "Płyną, łzy moje, spływajcie ze źródeł! Na zawsze wygnany, pozwól mi opłakiwać" – to łzy rozpaczy bezgranicznej, a połączenie lutni z wokalem potęgowało ten nastrój. "An Evening Hymn" Purcella był trafnym wyborem na zakończenie, gdy śpiewak poszukiwał zarówno odpoczynku fizycznego, jak i duchowego; rozbrzmiewające po sali Royal Albert Hall "Alleluja" po „Alleluja" oddało klimat utworu.
Kolejny dreszcz emocji zapewniło pierwsze z dwóch nowych dzieł. Dunford podzielił publiczność na cztery grupy i rozdał partie do śpiewania; na ogół nie spodziewa się zbyt wiele po udziale widowni, więc to, że uczestnicy posłusznie wykonali polecenia i zakończyli występ przepiękną harmonią z wyciszeniem, było absolutnie spektakularne.
To wydarzenie stanowiło wspaniałe wprowadzenie do dzieł Johna Dowlanda i Henry'ego Purcella, a piękno Prom polega na tym, że każdy może później odsłuchać transmisję radiową, jeśli koncert zakończył się już po ich porze snu. Gorąco polecam – skorzystajcie z okazji, by zobaczyć światowej klasy zespół w akcji, w jednej z najsłynniejszych sal koncertowych na świecie. Promsy znowu nie zawiodły.
BBC Proms odbywają się w Royal Albert Hall do 12 września
Fot. Chris Christodoulou