![]()
Przyznam się do pewnej słabości. W sobotni poranek, zaraz po otwarciu laptopa, pierwszą rzeczą, którą przeglądam, jest najnowsza kolumna z serii Blind Date w The Guardian. Wzdrygam się, gdy szczęśliwa para to nie roześmiana dwójka młodych, ale para w średnim wieku, bo mniej więcej wiem, co nastąpi dalej. Pomimo (przynajmniej dla mnie) oczywistego wniosku, że dwójka czytelników Guardian w wieku około 60 lat, którzy dobrowolnie zgłosili się do udziału, co mogłoby dodatkowo podnieść kompatybilność, powinna dobrze się dogadać, rzadko się to zdarza. Wszystkie te "...spotkajmy się jako przyjaciele" to bzdury, a świat wydaje się przez to trochę bardziej samotny.
Czy zatem (a mówię to jako czytelnik Guardian około sześćdziesiątki) gra w randki nie jest warta świeczki? To wniosek, do którego często dochodzą osoby zapraszane na koszt The Guardian. Nowa sztuka Alana Booty, The Dating Game, po części wyjaśnia, dlaczego tak może być, choć zaczyna się obiecująco.
Roger - w jego imieniu tkwi ironia, którą odkrywamy nieco później - na pierwszej randce z Ruby jest pełen męskiego wywodu na każdy temat, cytując Goethego i piosenki pop z równą łatwością. Tego typu zachowania się zdarzają - zanotowałem w myślach, żeby tego nie powtarzać. A dokładniej — żeby nie powtarzać tego znowu. Roger ewidentnie coś rekompensuje i szybko domyślamy się czego.
Ruby jest nieco nieśmiała, niemal nastoletnia w swej powściągliwości, odnajdując się w realnym świecie aplikacji randkowych. Ale jest wystarczająco zainteresowana i kiedy zaczyna ufać Rogerowi, staje się nagle bardzo chętna. A potem...
Alan Booty świetnie oddaje nerwowe tiki, które posiada mężczyzna taki jak Roger — wzrok skierowany w podłogę, gdy zagrożona jest strefa komfortu, niepokój, gdy Ruby zbliża się do jego osobistej przestrzeni, smutek i złość rozumiane jako auto-sabotaż, przeszły i obecny, który go pochłania. Nesba Crenshaw wykorzystuje podobną subtelność, by ukazać swoją przemianę — nigdy całkiem nie jest nikim nieśmiałym, ale też nie femme fatale, gdy wykorzystuje swoją chwilę śmiało i z pożądaniem. Oboje są pełnokrwistymi, wiarygodnymi postaciami, a jak mówią młodzi — "relatable". Aktorzy rozumieją, że ludzie tacy jak oni nie popisują się wielkimi gestami, a przestrzeń sceniczna sprzyja subtelności w grze.
Trwająca 65 minut sztuka mogłaby zadziałać lepiej, gdyby była trochę bardziej zwarta, ograniczając nieco ekspozycję w drugiej połowie. Prawie każdy szybko załapie, wyczuwając we wczesnych scenach zapowiedź gorącego tematu, i niemal każdy przewidzi zakończenie, które przypomina odwróconego Uncle Vanya. Można by też dodać trochę więcej śmiechu, prawdopodobnie kosztem wywołującego szemrania samoodniesienia Rogera, który za często z niego korzysta.
Mimo to rzadko na scenie widzi się taką parę i odczuwa atmosferę, która przypomniała mi niedoceniony sitcom Carli Lane, Butterflies, zaktualizowany na rok 2026, do bardziej online’owej, bardziej osądzającej epoki. I to całkiem niezła etykietka dla przedstawienia, które, mam nadzieję, znajdzie swoje miejsce na scenach w przyszłości.
The Dating Game jest częścią SE Fest 2026, grany do 12 września
Zdjęcie: Pogo Theatre