Dostępne języki
Cztery pory roku Vivaldiego to jedna z najbardziej rozpoznawalnych melodii, dzięki jej wszechobecności w reklamach, muzyce w windach i na infoliniach (co ten utwór z wdziękiem odnosi), więc trudno jest usłyszeć ją na nowo. To właśnie sprawia, że ta reinterpretacja, poprzez elektroniczny remiks DJ-a Walde oraz dynamiczną produkcję taneczną w reżyserii Tinuke Craig i choreografii Alexzandry Sarmiento, jest tak wyjątkową przyjemnością.
Uderzającym pomysłem przedstawienia jest zaangażowanie tancerzy w różnym wieku, co odzwierciedla upływ czasu w utworze Vivaldiego, od radosnej wiosny po refleksyjną zimę. Każdy tancerz wnosi swoje indywidualne doświadczenie życiowe i energię do ruchu, co daje nam wspaniałą różnorodność, nawet gdy silna grupa wykonuje te same kroki. W ramach zespołu widać też skuteczny wachlarz stylów, od jazzu po breakdance, współczesny i klasyczny.
Rozpoczynamy od najmłodszego tria, ubranego w żywe kostiumy łączące mundur szkolny z fartuchami artystycznymi, reprezentujących trzech przyjaciół na początku ich wspólnej podróży. Jeden to Głowa, drugi to Serce, a trzeci to Jelito, a tancerze grający tych przyjaciół na różnych etapach życia są w całym przedstawieniu ubrani w niebieskie, różowe i pomarańczowe kolory, abyśmy mogli ich łatwo śledzić. Beryl Tay, jako Wiosenna Głowa, ma szczególnie piękne wyciągnięcia i kontrolę, unosząc się przez muzykę lżej niż powietrze.
Następnie przechodzimy do okresu dorastania w "Lato", które dotyczy złamanych serc, odkryć i czystego hedonizmu - ten ostatni ucieleśnia znakomity Michael Naylor jako techno-maniakalne, narkotykowe Jelito, które gubi się w euforii. Tutaj choreografia Sarmiento waha się między niezgrabnym niepokojem młodej dorosłości a lekkomyślnym ekstazą, gdy tancerze wybijają każdy akcent pulsującego aranżacji DJ-a Walde.
Fot. Helen Murray
W bardziej elegijnym fragmencie "Jesień" spotykają się trzej przyjaciele i są w refleksyjnym nastroju, obok znaków zmagań wyrażanych przez visceralnie ekspresywną Carrie-Anne Ingrouille jako Głowę. Na chwilę dołącza do nich trio letnich postaci i na wzajem naśladują swoje kroki, jednocześnie dostrzegając zmiany w swoim życiu, kończąc na ironicznym puencie, gdy bardziej dojrzała grupa zapada w wyczerpanie.
Wreszcie, i najczulej, mamy trzech wyjątkowych tancerzy w "Zimie": charyzmatyczną, głęboką Susan Kempster jako Główę; akceptującą, harmonijną i radosną Marka Smitha jako Serce; oraz imponująco zwinną, afirmującą życie Mami Tomotani jako Jelito. Wsparcie między sobą, jak to przyjaciele od zawsze mają w zwyczaju, i wspierają się również fizycznie. Choć mogą nie mieć takiej atletycznej sprawności jak młodsi tancerze, ich występy są hipnotyzujące swoją emocjonalną głębią i autentycznością.
W trakcie całego przedstawienia, głównym tancerzom wspaniale towarzyszy zespół ubrany w szarości, którzy na zmianę odbijają, wyzwają i uzupełniają choreografię. Szczególnie wyróżnia się statuetkowata Christie Lee Manning – idealnie przypominająca aktorkę Christine Baranski.
Tancerzy wspiera scenografia Ryana Dawsona Laighta: półabstrakcyjne bloki kamienne (cztery, oczywiście), które są iluminowane w tematycznych kolorach przez żywe światło Zeynep Kepekli. Inną radością w tym specjalnym alfreco obiekcie jest to, jak rzadko można zobaczyć tancerzy na świeżym powietrzu, częścią natury – gołąb baletowy miał nawet cameo.
Całe uznanie dla dyrektora artystycznego Drew McOnie za tak pełne pasji promowanie tańca ponownie w Regent's Park – szczególnie nowego dzieła, które eksperymentuje z klasycznym ikoną w tak odważny i innowacyjny sposób. Po zeszłorocznych tak samo przyjemnych Dream Ballets, wydaje się, że taniec teraz zajmuje centralne miejsce w tym specjalnym teatrze – i chwała za to.
Życie w Czterech Porach Roku gra w Teatrze na Wolnym Powietrzu w Regent's Park do 14 czerwca
Fot. Helen Murray